Po wyborze nowego Generała zajął miejsce, jak każdy z delegatów na Kongregacji Generalnej, jakie mu zostało wyznaczone, tuż przy drzwiach wyjściowych, na końcu sali obrad, w szeregu, jako równy ze wszystkimi. Gdy kilka dni temu, wchodząc na salę obrad, chciał mi zrobić miejsce, pozwalając bym przeszedł pierwszy, przepuściłem go, żartując, że Ojciec jest tu najważniejszy. Odpowiedział mi, że był kiedyś i już nie jest. A ja dodałem: Ojciec zawsze będzie dla nas ważny.
Gdy tak się zastanawiam nad tym co się wydarzyło w tych dniach podczas Kongregacji i obserwuję jakim szacunkiem każdy z elektorów darzy dawnego Generała, to jeszcze raz powtarzam sobie i innym, że przez te lata mieliśmy naprawdę wielkiego Generała. Zawsze byłem pod jego wrażeniem. Każde spotkanie z nim, a jako prowincjał miałem ich wiele, zarówno indywidualnych jak i grupowych, wprawiało mnie w podziw i zakłopotanie. Widziałem bowiem w nim wiele cech, o których mówi w Konstytucjach św. Ignacy, jakimi powinien się odznaczać Generał naszego Zakonu: jedność z Bogiem, roztropność, mądrość, autorytet, pokora, miłość Towarzystwa Jezusowego itd., a także i takie, o których św. Ignacy nie wspomina wprost, jak pracowitość, pamięć do ludzi, spraw i wydarzeń, serdeczność wobec każdego oraz piękne poczucie humoru, które pozwalało mu nieraz rozładować napięcia i wprowadzić spokój i radość do naszych serc i wspólnot. Kiedyś jeden z nowomianowanych prowincjałów, na spotkaniu, w którym uczestniczyłem, wiedząc, że Ojciec Generał nigdy nie wyjeżdża na wakacje, zapytał go kiedy ostatnio wypoczywał, a on mu odpowiedział dzisiejszej nocy. Obserwując i słuchając go, wiele się uczyłem. Najbardziej podziwiałem jednak zdrowy dystans i wolność Ojca Kolvenbacha względem ludzi, miejsc, rzeczy, wyróżnień, tytułów, funkcji. Taka obojętność ignacjańska widziana na każdym kroku. Taki pozostał do dzisiaj. Gdy Kongregacja przyjęła jego rezygnację z funkcji Generała Zakonu, zgotowaliśmy mu kilkuminutową owację na stojąco. I wówczas widać było jak czuł się skrępowany i zakłopotany, mówiąc nam swoimi gestami, że wystarczy, że nie trzeba, że to nie jemu się należy. Dodał na koniec, żartując, znaleźliście elegancki sposób, by się mnie pozbyć. A gdy w kościele Gesù na zakończenie Mszy św. dziękczynnej za wybór nowego Ojca Generała Adolfo Nicolása, Ojciec Kolvenbach wychodził jako jeden z ostatnich koncelebransów, jezuici i ludzie obecni w kościele znowu spontanicznie zgotowali mu oklaski, przechodził obok jakby nie wiedząc i nie wierząc, że są one dla niego, nie zwracając zbytnio na nie uwagi. Widzę w tych i wielu innych postawach naszego byłego Ojca Generała prawdziwą, ewangeliczną wielkość, która przychodzi wtedy, gdy człowiek jej nie szuka i o nią nie zabiega, a po prostu całego siebie daje Bogu i ludziom. Ona też sprawia, że ktoś umie być pierwszym, ważnym, ale też ostatnim, stojącym w szeregu i z boku, umiejącym odejść, gdy już nie jest potrzebny, tak jak ewangeliczny sługa nieużyteczny, który zrobił to co do niego należało, a teraz prosi, Panie, pozwól odejść słudze swojemu w pokoju.
Powrót |
|