|
Historia tego duszpasterstwa w Polsce jest zwi±zana z Warszaw±. Pocz±tki by³y bardzo proste. Pewnego dnia w latach 80., do drzwi ks. Miros³awa Paciuszkiewicza SJ, proboszcza parafii ¶w. Andrzeja Boboli, zapuka³a para parafian, trzymaj±ca w rêkach katolick± gazetê z Pary¿a, z pro¶b± o lekturê. Dotyczy³a osób rozwiedzionych, które za³o¿y³y powtórny zwi±zek partnerski. Artyku³ polemizowa³ ze stwierdzeniem, ¿e s± to osoby niesakramentalne i czy dopuszczalne jest u¿ywanie takiego terminu – ma³¿eñstwo niesakramentalne.
Od tej wizyty do regularnego duszpasterstwa by³o ju¿ niedaleko. Ks. Paciuszkiewicz SJ zaprosi³ wszystkich rozwiedzionych ze swojej parafii na rekolekcje. Przysz³o kilka par. Pó¼niej zaczêli siê regularnie spotykaæ raz w miesi±cu. Z czasem pojawi³y siê publikacje, praca popularyzatorska, rekolekcje w parafiach w Polsce czy o¶rodkach rekolekcyjnych, konferencje naukowe, teologiczne. Powoli ks. Miros³aw rozpowszechni³ w Ko¶ciele polskim istotne elementy tego spojrzenia duszpasterskiego. Jednocze¶nie wykszta³ci³ kontynuatorów swojej pasji duszpasterskiej. Chocia¿, by oddaæ sprawiedliwo¶æ, trzeba wspomnieæ, ¿e chronologicznie pierwszym by³o duszpasterstwo w Poznaniu.
Obecnie w Polsce dzia³a kilkana¶cie tego typu grup. W stosunku do ogólnej liczby parafii, jakie s± w naszym kraju, jest to jednak mniej ni¿ kropla w morzu potrzeb. Warto nadmieniæ, ¿e tylko w ubieg³ym roku w Polsce rozwiod³o siê ponad 60 tys. ma³¿eñstw. A we wzmiankowanym Pary¿u po rozwodzie ¿yje blisko 97% osób. Oczywi¶cie inaczej jest we Francji, inaczej w Polsce. Truizmem jest powtarzanie o tendencji do rozpadu ma³¿eñstw i dalej rodzin jako prawid³owo¶ci naszych czasów. W ró¿nych miejscach i parafiach praca z tymi osobami wygl±da odmiennie. Zawsze zaczyna siê od u¶wiadomienia sobie potrzeby istnienia takiego miejsca. Wynika ona z poczucia tych osób, ¿e dzieje siê z nimi ¼le, ¿e nie ma znik±d ratunku, ¿e s± potêpione, ¿e nie mog± siê modliæ do Pana Boga, bo On albo one odwróci³y siê od Niego, ¿e s± wyrzucone z Ko¶cio³a, a co gorsza, ¿e same siê wyrzuci³y. I tak za ka¿dym razem, gdy s± w potrzebie duszpasterskiej: komunia dziecka, pogrzeb rodzica, krewnych czy najbardziej bolesny: w³asnego dziecka. Ka¿de duszpasterstwo wygl±da inaczej, bo nie ma jednego schematu. Uczestnicy sami okre¶laj± kierunek czy pola zainteresowania: wspólna modlitwa, adoracja, lektura Pisma ¦wiêtego, rozmowy o Ko¶ciele, teologii, specjalnie organizowane rekolekcje. Czyli w sumie tak, jak w pozosta³ej czê¶ci Ko¶cio³a. Grupy te s± ró¿ne, ale maj± jednak pewne punkty wspólne. Pierwszy to u¶wiadomienie tym osobom, ¿e nadal pozostaj± w Ko¶ciele. Nawet nie na granicy, bo mog± praktykowaæ pokutê, modlitwê, obecno¶æ na Mszy ¶w., wychowywaæ dzieci po chrze¶cijañsku.
Tylko w ubieg³ym roku w Polsce rozwiod³o siê ponad 60 tys. ma³¿eñstw
Czyniæ mi³o¶æ w wymiarze spo³ecznym. Wspieraæ siebie samych – czêsto w staro¶ci. Granica jednak zawsze pozostaje nie do przekroczenia. Jest ni± mo¿liwo¶æ przystêpowania do sakramentu Eucharystii. To najbardziej dotkliwa i brutalna z mo¿liwych. Pozostaje zawsze problem winy, ale nie nam go rozstrzygaæ. U Boga wszystko jest mo¿liwe, inaczej ni¿ u cz³owieka, jak czytamy w Ewangelii. Dla pozosta³ych cz³onków Ko¶cio³a czêsto ta granica jest niezauwa¿ana, lekcewa¿ona. Ojciec ¦wiêty Benedykt XVI mówi³ w jednym ze swoich nauczañ, ¿e te osoby s± przypomnieniem prawdy Eucharystii dla pozosta³ych. Nawet zaleca³, jako Prefekt Kongregacji Wiary, jaki¶ rodzaj postu od Eucharystii, aby lepiej zrozumieæ Jej g³êbiê. Ten g³ód komunii, bo tak jest prze¿ywany, to dar dla wszystkich innych w Ko¶ciele, a nawet dla ludzi spoza Ko¶cio³a, którzy nie potrafi± zrozumieæ, ¿e czasami pary podejmuj± wysi³ek ¿ycia we wstrzemiê¼liwo¶ci seksualnej, aby móc przyst±piæ do Eucharystii. Taki sposób ¿ycia nazywany jest w ¿argonie duszpasterskim bia³ym ma³¿eñstwem. To wielkie, trudne i bolesne wyzwanie, które jest zawsze najpierw owocem d³ugiej modlitwy. I absolutnie, nie pochopnej decyzji. Trzeba wyra¼nie zaznaczyæ, ¿e bia³e ma³¿eñstwo nie jest celem pierwszorzêdnym duszpasterstw niesakramentalnych. To siê mo¿e wydarzyæ przy okazji rozmowy tych osób z Bogiem, ich modlitwy, rozmy¶lañ nad ¿yciem, wspólnej decyzji. Tego typu duszpasterstwa maj± sens i s± owocem dla ca³ej parafii. Ucz± pokory, najpierw wobec ludzkiego losu, wobec w³asnego ma³¿eñstwa, wobec nierozwi±zanego konfliktu w sumieniu, z którym przychodzi tym osobom ¿yæ. Ale ka¿dy ma sumienie, przecie¿ sko³atane, zgodnie z powiedzeniem: im dalej w las, tym wiêcej drzew. Taki los wszystkich nas. Chyba, ¿e kto¶ nic nie robi, wiêc i nie pope³nia b³êdów. Ostatecznie, duszpasterstwa te ucz± parafian prawdziwego g³odu Eucharystii. Spogl±daj±c jeszcze raz na tytu³, oddzieli³em s³owo sakrament od przeczenia „nie”. Chrzest, bierzmowanie, w jakim¶ sensie ma³¿eñstwo, a czasami ze wzglêdu na skomplikowane losy i kap³añstwo, wszystkie te sakramenty mog± nie¶æ w sobie te osoby. Jedynie Bóg rozs±dzi, ile tam grzechu, ³aski, Jego obecno¶ci, s³abo¶ci i ¶wiêto¶ci. Zatem, czy mo¿liwe jest ma³¿eñstwo niesakramentalne, którego to pojêcie jest sprzeczne z nauczaniem Ko¶cio³a? Odpowied¼ pozostawiam czytelnikom. Niestety, to duszpasterstwo ma przysz³o¶æ.
Powrót |
|
Najczê¶ciej ogl±dane:
|