Zrobiono nawet statystykę języków ojczystych poszczególnych delegatów. Polacy uplasowali się w niej na ósmym miejscu, ale to co zaskakujące to, że w pierwszej piątce uplasowały się aż dwa języki, którymi mówi się w Indii, a przed nami uplasował się jeszcze jeden z nich. Tak wygląda owa językowa statystyka:
j. hiszpański - 47 j. angielski – 43 j. malayalan – 13 j. tamil – 12 j. francuski – 11 j. portugalski – 11 j. kanhani – 10 j. polski – 7 j. włoski – 6 j. niemiecki – 6 j. holenderski – 5 j. kataloński – 4 j. hindi – 4
W auli plenarnej i w grupach językowych mówi się po angielsku, hiszpańsku, francusku i włosku, choć ten ostatni język, mimo że miejscowy, traktowany jest trochę po macoszemu. Tłumaczenia na żywo są tylko z włoskiego na pozostałe trzy, a dokumenty Kongregacji również wychodzą tylko w tych trzech pierwszych językach. To co mnie wydaje się jednak najważniejsze w kontakcie z kongregatami to nie ten język, którego słowa są bardziej czy mniej zrozumiałe, ale język serca, życzliwości, radości, serdeczności. Nawet jeśli spotykam kogoś, z kim nie mogę porozmawiać, to zawsze się do siebie uśmiechamy, pozdrowimy, poklepiemy po ramieniu. Taką jedność czuje się na każdym kroku, także wtedy, gdy współbracia usiłują naśladować rozmawiających Polaków. Dla nich nasza mowa streszcza się w zbitce spółgłosek: sz, cz, szcz, ż… Kiedy za niecałe dwa tygodnie rozjedziemy się do swoich krajów i znów zaczniemy mówić własnymi językami pozostanie nam wspomnienie tej jedności, którą udało nam się stworzyć na Kongregacji, a której nie da się zamknąć tylko w wypowiedzianych słowach i napisanych dekretach.
Powrót |
|