|
Autobiografia (c) Wydawnictwo WAM, Księża Jezuici, 2002 WYDAWNICTWO WAM: ul. Kopernika 26, 31-501 KRAKÓW tel. (012) 429 18 88, fax (012) 429 50 03, e-mail DZIAŁ HANDLOWY: tel. wew. 322, 348, 366, fax (012) 430 32 10, e-mail Zapraszamy do naszej KSIĘGARNI INTERNETOWEJ góra Przedmowa Gdy na żądanie Vaticanum II reformowano modlitwy brewiarzowe i gdy w ramach tej reformy podjęto zagadnienie brewiarzowych czytań, nowego i lepiej zarysowanego wymiaru nabrał dawny postulat: miast wiele mówić o świętych, zniekształcając ich sylwetki lub powtarzając hagiograficzne loci communes, pozwólmy, aby do nas przemawiali oni sami. Oddajmy głos świętym, którzy bez modyfikującego pośrednictwa mogą zaświadczyć o swych walkach i zwycięstwach, o przeżywanych nocach i zalewających ich umysły światłach, o doznawanych łaskach i trudach, pośród których z nimi współpracowali. Stąd w nowym breviarium Paulinum, nazwanym Liturgia horarum, znalazło się tyle tekstów wyjętych z pism tych, których w liturgii czcimy i wspominamy jako orędowników.
Książeczka, którą proponujemy Czytelnikom, ożywiona jest podobnymi intencjami. Wprowadzenie Tytuł "Opowieść Pielgrzyma" nie jest tytułem oryginalnym. Żaden z rękopisów przekazujących nam opowiadanie św. Ignacego o swoim życiu nie podaje tego tytułu. Rękopis oznaczony literą N, należący do o. Hieronima Nadala, jednego z najbliższych współpracowników i powierników Ignacego, jest najlepiej zachowaną kopią zaginionego oryginału; opowieść Ignacego ma tam następujący tytuł: Acta P. Ignatii ut primum scripsit P. Ludovicus Gonzales excipiens ex ore ipsius Patris. W polskim przekładzie tytuł ten brzmiałby tak: Dzieje Ojca Ignacego spisane po raz pierwszy przez o. Ludwika Gonzalesa, który je słyszał z ust samego Ojca. Tytuł ten przyjął się w skróconej postaci jako Acta Patris Ignatii, "Dzieje Ojca Ignacego", i pod tym tytułem wydano dwukrotnie oryginalny tekst hiszpańsko-włoski tej opowieści. Po raz pierwszy w r. 1904 w Monumenta Historica Societatis Jesu, Monumenta Ignatiana, Series IV: Scripta de Sancto Ignatio, t. I, s. 31-98; drugi raz w r. 1943 w tymże wydawnictwie źródeł do historii Towarzystwa Jezusowego, w Fontes Narrativi de Sancto Ignatio, t. I, s. 353-507. Znacznie wcześniej, bo w r. 1731, wydali Bollandyści w Acta Sancotorum, Julii, t. 7, s. 634-654 pt. Acta antiquissima Sancti Ignatii Loyolae sam tylko przekład łaciński dokonany w latach 1559-1561 przez o. Annibala de Coudray (Coudreto). Biorąc pod uwagę rodzaj literacki, jeśli wolno się tak wyrazić, i treść tego dokumentu uznaliśmy za stosowne nie trzymać się niewolniczo tytułu ustalonego w wydawnictwach źródłowych, lecz przyjąć nowy tytuł, bardziej odpowiadający umysłowości dzisiejszego czytelnika. Poszliśmy w tym za przykładem tłumaczy "Dziejów Ignacego" na język francuski i niemiecki. Opierając się na fakcie, że Ignacy opowiada o sobie samym w trzeciej osobie i nazywa się prawie przez cały czas opowiadania "pielgrzymem", tłumacze francuscy - Eugeniusz Thibaut SI i Andrzej Thiry SI wybrali dla tego opowiadania szczęśliwy bez wątpienia tytuł: Le récit du Pèlerin. Podobnie postąpił tłumacz niemiecki, Burkhart Schneider SI, nadając temu dziełu tytuł: Der Bericht des Pilgers. Dodajmy od razu, że oba przekłady - francuski Andrzeja Thiry i niemiecki Burkharta Schneidera - wydane w roku jubileuszowym 1956 (w czterechsetną rocznicę śmierci św. Ignacego 1556-1956) oparte są na ostatnim krytycznym wydaniu "Dziejów Ignacego" w Fontes Narrativi (t. I, 1943). To samo należy powiedzieć i o naszym przekładzie. Lojalnie wyznajemy tu, że często pomagaliśmy sobie w miejscach trudnych i niejasnych oraz przy opracowaniu objaśnień, czyli przypisów, oboma tymi przekładami. Dla wyżej przytoczonych racji uznaliśmy tytuł Opowieść Pielgrzyma za bardziej odpowiedni. Niejednokrotnie nazywa się "Dzieje Ignacego" A u t o b i o g r a f i ą. Określenie to nie jest w pełni uzasadnione. Ignacy zadowolił się prostym, zwięzłym opowiadaniem, nie biorąc nawet pióra do ręki, i to opowiadaniem nie o całym swoim życiu aż do roku 1555, w którym zamknął swoje zwierzenia, ale tylko w okresie lat 17 - od nawrócenia do przybycia do Rzymu na stały pobyt (1521-1538). A zatem tytuł "Autobiografia" za dużo obiecuje czytelnikowi. Przyjęty w wydawnictwach źródłowych tytuł "D z i e j e O j c a I g n a c e g o" wydaje się nam zbyt ogólnikowy, nie podkreśla bowiem fragmentaryczności opowiadania, brzmi zbyt obiektywnie i bezosobowo, nie uwydatniając faktu, że bohater dziejów opowiada sam o sobie. Podobnie i inne tytuły jak Die Bekenntnisse des Ignatius von Loyola, czyli "W y z n a n i a I g n a c e g o L o y o l i" (H. Böhmer, Lipsk 1902), czy też Lebenserinnerungen des heiligen Ignatius von Loyola - "Wspomnienia z życia św. Ignacego Loyoli" (A. Feder SI, Regensburg 1922) nie oddają całkowicie tego, czym naprawdę jest to dzieło, owoc współpracy Ignacego i jego w tym wypadku powiernika i sekretarza, o. Gonsalvesa da Cámara. W gruncie rzeczy Opowieść Pielgrzyma jest tylko odpowiedzią Ignacego, daną w formie szczerego i bezpretensjonalnego opowiadania, na pytanie o. Nadala: "Jak Bóg kierował tobą, Ojcze, i jak pouczał cię od początku twego nawrócenia?". Kiedy z końcem sierpnia 1553 r. Ignacy zaczynał snuć to opowiadanie o swym życiu i o działaniu Bożym w swej duszy, przeżywał na nowo - we wspomnieniu - swój los pielgrzymi, swoją wędrówkę do nieznanego jeszcze wówczas celu i z tej pozycji pielgrzyma i tułacza, a potem żebrzącego studenta, relacjonował koleje swego życia i poszczególne etapy wewnętrznego rozwoju. I dla tej głównie racji tytuł Opowieść Pielgrzyma wydaje się nam najbardziej trafny.
Geneza i czas powstania "Opowieści Pielgrzyma"
- jej znaczenie
Ignacy, jak przystało na prawdziwego Baska, był małomówny i nieskłonny do wynurzeń. Jego dzieje od roku mniej więcej 1538 oraz dzieje zakonu założonego przez niego (1539/1540) były dość dobrze znane jego synom duchowym, nawet tym, co przyłączyli się do jego szeregów już po oficjalnym zatwierdzeniu Towarzystwa Jezusowego (27 IX 1540). Natomiast lata wcześniejsze były dla wielu, zwłaszcza dla tych, co nie należeli do grona pierwszych dziewięciu paryskich towarzyszy Ignacego, czymś nieznanym lub słabo znanym, a przecież godnym poznania. Dotyczyło to przede wszystkim wewnętrznej drogi Ignacego, tej wędrówki za Bożym przewodem od etapu do etapu duchowego rozwoju i ciągłego przybliżania się do celu, jakim było z jednej strony najściślejsze zjednoczenie z Bogiem w dojrzewającej pełni życia mistycznego, z drugiej zaś założenie Towarzystwa Jezusowego, tego oddziału pomocniczego i zawsze gotowego do służby pod sztandarem Krzyża i pod rozkazami papieża, zastępcy Chrystusa na ziemi, dla większej chwały Boga i dla większej pomocy duszom. Wyrazicielem tego dość powszechnego wśród ówczesnych jezuitów pragnienia, aby poznać drogi i etapy, po których Bóg prowadził ich Ojca, był przede wszystkim o. Hieronim Nadal. Był on głęboko przekonany, że w osobie założyciela zakonu Bóg ukazuje jego synom i naśladowcom wzór i ideał tego ducha i tego rodzaju życia, jaki jest właściwy i odpowiedni danej rodzinie zakonnej. Wiemy, że i sam Ignacy podzielał w pełni to przekonanie. Otóż poza Ćwiczeniami Duchownymi i świeżo ułożonymi Konstytucjami zakonnymi młode Towarzystwo Jezusowe nie miało żadnych bliższych danych, które by rzucały światło na jego, żeby tak powiedzieć, prehistorię duchową, zawartą w osobie jego Założyciela. Posiadanie takich danych, znajomość tej prehistorii mogła naświetlić i przybliżyć jezuitom wszystkich czasów nie tylko ducha samego Zakonodawcy, ale też i ducha jego zakonu. Nadal to swoje przekonanie wyraził w bardzo mocnych i dobitnych słowach, nazywając przekazanie przez Ignacego tego duchowego spadku pokoleniom jezuickim "prawdziwym założeniem Towarzystwa" (y que esto era fundar verdaderamente la Compañía). Nic przeto dziwnego, że już od r. 1552 zabiegał Nadal usilnie o to, by nakłonić Ignacego do podjęcia tej opowieści. Było to tym bardziej pilne, ponieważ Ignacy coraz bardziej zapadał na zdrowiu, a rozrastający się szybko zakon i liczne związane z jego rozwojem sprawy pochłaniały prawie bez reszty czas i siły jego założyciela i pierwszego generała. Nadal obawiał się poważnie, że Ignacy może odejść z tego świata i zabrać ze sobą wszystkie sekrety swej pielgrzymki duchowej, wszystkie sekrety Bożego kierownictwa, które przecież dotyczyły nie tylko jego osobiście, ale i jego zakonu. To wszystko tłumaczy nam wystarczająco natarczywość Nadala w stosunku do Ignacego i jego wielką radość, kiedy się dowiedział, że Ignacy zaczął wreszcie dyktować swoją opowieść. Cierpiąc chronicznie na brak czasu i nadmiar zajęć Ignacy nie mógł się poświęcić całkowicie temu opowiadaniu, tym mniej jeszcze spisywaniu go własnoręcznie. Pisanie było dlań zawsze pracą bardzo mozolną. Wybrał więc inną metodę postępowania. Zdecydował się opowiedzieć po prostu, w formie poufnych zwierzeń, swoje dzieje pielgrzymie, a wybrany przez niego słuchacz, minister domu profesów przy kościele Matki Boskiej della Strada, o. Ludwik Gonsalves da Cámara, człowiek obdarzony niezwykłą pamięcią, miał spisać dokładnie i wiernie to wszystko, co słyszał z jego ust. Zdaje się, że była to w ówczesnych warunkach pracy i życia Ignacego jedyna możliwa metoda i że tylko jej zastosowaniu zawdzięczamy powstanie tego cennego dokumentu. Liczne bieżące sprawy i kłopoty stale opóźniały rozpoczęcie tej opowieści. Początkowo rola o. Gonsalvesa ograniczała się do przypominania Ignacemu o powziętym zobowiązaniu. Wreszcie z końcem sierpnia 1553 r. Ignacy wezwał go do siebie i zaczął swoją opowieść. Jego słuchacz i sekretarz w jednej osobie robił na gorąco krótkie notatki, które potem w wolnych chwilach rozwijał w pełny tekst, starając się, jak sam zaznacza w swej przedmowie, nie pisać nic ponad to, co słyszał z ust Ignacego. Ta pierwsza faza opowiadania była krótką, trwała zaledwie do pierwszych dni września tegoż roku. Potem nastąpiła dłuższa przerwa spowodowana różnymi przyczynami. Podjęty dnia 9 marca 1555 r. dalszy ciąg opowieści został znów przerwany, głównie z powodu śmierci, jednego po drugim, dwóch papieży - Juliusza III i Marcelego II. Dopiero wobec perspektywy bliskiego wyjazdu Gonsalvesa do Hiszpanii zdecydował się Ignacy dobrnąć do końca opowieści. Od 22 września do 20 lub 22 października 1555 r. starał się codziennie znaleźć chwilę wolnego czasu i poświęcał ją na opowiadanie. Z ust Ignacego padały słowa proste, jasne, wolne od afektacji i przesady. Słowa raczej ostrożne niż pochopne, słowa liczące się z niedomogami pamięci zmuszonej do cofania się daleko wstecz. Słowom Ignacego towarzyszył stuk laski, którą podpierał się przy chodzeniu, oraz szuranie miękkich pantofli, w których miał zwyczaj chodzić po domu. W przeddzień wyjazdu o. Gonsalvesa z Rzymu (22 X) opowieść dobiegła do końca, a raczej Ignacy uznał jej dalszy ciąg za zbyteczny. "Inne rzeczy może opowiedzieć Magister Nadal" - tymi słowy kończy Ignacy swoją opowieść. Te inne rzeczy to właśnie to wszystko, co działo się już w Rzymie od roku 1538, a co było znane i Nadalowi, i innym towarzyszom Ignacego. On sam opowiedział tylko to, czego ani Nadal, ani nikt inny nie mógł opowiedzieć. Kilka uwag o tekście "Opowieści Pielgrzyma"
Uwag tych jest 13. Odnoszą się one do następujących numerów tekstu: 8, 11, 12, 13, 14, 16, 30, 57, 59, 60, 65, 73, 96. Wydawcy "Dziejów" Ignacego w I tomie Scripta de Sancto Ignatio włączyli te uwagi wprost do tekstu opowiadania Ignacego, choć nie pochodzą one od Ignacego; tym samym ukryli je poniekąd przed okiem czytelnika, a nawet wprowadzili go w błąd. To samo uczynił w swoim przekładzie niemieckim B. Schneider. My zaś idąc za wzorem wydawców Opowieści w I tomie Fontes Narrativi de Sancto Ignatio oraz za przekładem francuskim A. Thiry wyodrębniliśmy te uwagi od tekstu, zachowując ich pierwotny charakter notatek marginalnych i zwracając na nie uwagę czytelnika. A niektóre z nich są naprawdę godne tej uwagi. Tak np. uwagi do numerów 8, 30 i 96 rzucają dużo światła na sam tekst, odnoszą się bowiem do wewnętrznych, niezwykle ważnych przeżyć Ignacego już to w Loyoli, już to w Manresie, czy wreszcie do owej słynnej wizji w La Storta (1537). Inne uwagi są mniejszego znaczenia, czasem nawet zagadkowe i do dziś dla nas niezrozumiałe. Należy przyjąć, że uwagi te pisał Gonsalves w różnym czasie. Jedne z nich mają za cel uzupełnić opowiadanie Ignacego, inne zaś ułatwić samemu Gonsalvesowi zapamiętanie jakiegoś szczegółu, który miał potem włączyć do tekstu. Zdaje się, że uwagi te zostały napisane przed końcem roku 1561, czyli przed ukończeniem przekładu łacińskiego, dokonanego w tym mniej więcej czasie przez o. Annibala de Coudray. Obecny podział Opowieści na rozdziały i numery pochodzi od Bollandystów - wydawców przekładu łacińskiego w Acta Sanctorum (Julii, t. 7) w r. 1731. Prawie bez zmian przyjęli ten podział wydawcy Opowieści w Monumenta Historica Societatis Iesu w 1904 i 1943. Nasz obecny przekład trzyma się wiernie tego podziału. Wprowadziliśmy tylko tytuł rozdziałów i podtytuły ważniejszych części w obrębie danego rozdziału. Dzięki temu tekst jest bardziej rozczłonowany i może nawet bardziej przejrzysty. Dodaliśmy też ważniejsze daty poszczególnych wydarzeń w życiu Ignacego. Imiona i nazwy geograficzne, częściowo nawet i nazwiska osób, podaliśmy według przyjętego już polskiego brzmienia. Aby tekst Opowieści uczynić dla polskiego czytelnika bardziej zrozumiałym, zwłaszcza w zakresie wydarzeń historycznych XVI w., terminologii ówczesnych uniwersytetów, wreszcie spraw Towarzystwa Jezusowego, dodaliśmy dość liczne i nieraz nawet dłuższe objaśnienia w formie przypisów do tekstu. Czerpaliśmy je zasadniczo z krytycznego wydania Opowieści w I tomie Fontes Narrativi, z obszernie komentowanego wydania hiszpańskiego o. Victoriano Larrañaga Obras completas de San Ignacio de Loyola, tomo I, Madrid 1947, z późniejszego wydania, też hiszpańskiego, o. Candido de Dalmases, Obras completas... Madrid 1952, 1963, wreszcie z obu wyżej wspomnianych przekładów: niemieckiego (B. Schneider) i francuskiego (A. Thiry). Nie chcąc przeciążać przypisów zbyt dokładnymi objaśnieniami dotyczącymi osób z Towarzystwa Jezusowego, o których jest wzmianka w Opowieści, odsyłamy czytelnika do słownika osób na końcu tomu II Pism Wybranych św. Ignacego Loyoli (Kraków 1968), s. 579-618. Dorzućmy jeszcze parę słów o s t y l u Opowieści Pielgrzyma. Ludzie, którzy dobrze znali Ignacego, taki np. Piotr Ribadeneira, przekazali nam bez obwijania w bawełnę, że Ignacy nie był mówcą. Znawcy zaś jego pism twierdzą, że poza swoim rodzinnym językiem baskijskim żadnym innym nie władał doskonale. Jego pisma w języku hiszpańskim "okraszone" są dość często baskizmami. A zatem Ignacy nie był ani mówcą, ani stylistą. Wszystko, co mówił i pisał, było jasne i precyzjne, ale pozbawione troski o piękność formy. Opowieść Pielgrzyma jest bijącym w oczy tego przykładem. Uderza w niej surowa prostota, ubóstwo formy pozbawionej wszelkiej ozdobności, powtarzanie się tuż obok siebie tych samych słów, zwartość i skrótowość dopuszczalna w żywej mowie, rażąca natomiast w tekście pisanym, wyraźna nawet nieporadność człowieka, który do trzydziestego roku życia częściej władał mieczem niż piórem. A nie wolno nam tych wszystkich cech stylu Opowieści kłaść na karb nieporadności samego Gonsalvesa. Stwierdza on bowiem wyraźnie w swej przedmowie, że starał się pisać tylko to, co słyszał z ust Ignacego i nie dodawać od siebie żadnego słowa. Zasługą Gonsalvesa jest nie tyle może to, że nie zeszpecił Opowieści Ignacego, ile raczej to, że jej nie upiększył. Z porównania z Fioretti św. Franciszka z Asyżu Opowieść Pielgrzyma nie wychodzi zwycięsko, jeśli idzie o piękności stylu. Dla smakoszów formy Fioretti to śpiew słowika, Opowieść zaś to zaledwie ćwierkanie wróbla. Ale jeśli zwrócimy uwagę na treść tego "ćwierkania", uderzy nas jej duchowa i mistyczna głębia, jej powaga i prawda wewnętrznego przeżycia - mogąca sobie pozwolić na zlekceważenie formy. W naszym przekładzie staraliśmy się celowo nie upiększać tekstu oryginalnego. Zachowaliśmy jego cechy prostoty i ubóstwa. Jeżeli dodaliśmy od siebie tu i ówdzie jakieś słowo, to nie w celu wygładzenia tekstu, ale dla jasności lub logicznego powiązania ze sobą poszczególnych zdań. Dlatego ostrzegamy wszystkich miłośników estetyki pisanego słowa, że biorąc do ręki Opowieść Pielgrzyma narażają się na zawód i rozczarowanie. Tych zaś, co tropią ścieżki świętych, tych, co wychodzą na łowy Ducha działającego w surowym ludzkim materiale, czeka niezwykła przygoda: spotkanie z wielkim świętym i wielkim mistykiem. W trakcie czytania przekonają się, że Ignacy nie przesadził twierdząc, że "widział, przeżył i zrozumiał wszystkie tajemnice chrześcijańskiej wiary". góra
Przedmowa o. Hieronima Nadala1 [1] Zarówno ja, jak i inni ojcowie, słyszeliśmy z ust naszego Ojca Ignacego, że pragnął uzyskać od Boga trzy dobrodziejstwa, zanim odszedłby z tego świata. Po pierwsze, aby Stolica Apostolska zatwierdziła Instytut Towarzystwa, po drugie, aby tego samego doczekały się Ćwiczenia Duchowne, a po trzecie, aby mógł napisać Konstytucje [zakonne]2. [2] Pamiętając o tym, gdym widział, że już uzyskał to wszystko, zacząłem się obawiać, aby go Bóg nie odwołał od nas do lepszego życia. A ponieważ wiedziałem, że święci Ojcowie, założyciele jakiegoś instytutu zakonnego, mieli zwyczaj zostawiać jakby w testamencie synom swoim takie napomnienia i pouczenia, po których mogli się spodziewać, że im pomogą do doskonałego postępu w cnocie, przeto wyczekiwałem odpowiedniej chwili, kiedy bym mógł o to samo poprosić Ojca Ignacego. Zdarzyło się raz w r. 15513, że byliśmy razem, a Ojciec Ignacy tak do mnie powiedział: "Byłem teraz wyżej niż niebiosa". Sądzę, że doznał jakiejś ekstazy lub zachwytu, jak mu się to często zdarzało. Pełen czci zapytałem: "Cóż to było, Ojcze?". Ale on ku czemu innemu skierował rozmowę. Ja zaś uważając, że nadeszła stosowna pora, prosiłem i zaklinałem Ojca, ażeby zechciał nam opowiedzieć, jak Bóg nim kierował od początku jego nawrócenia; taka bowiem opowieść mogłaby być dla nas pewnego rodzaju testamentem i ojcowskim pouczeniem. "Albowiem - rzekłem doń - kiedy już otrzymałeś owe trzy dary, które przed śmiercią pragnąłeś widzieć, lękamy się, żeby cię Bóg nie wezwał do nieba". [3] Ale Ojciec wymawiał się swymi zajęciami. Mówił, że nie może poświęcić temu ani swego czasu, ani swej uwagi. Jednakże tak powiedział: "Odprawcie trzy msze w tej sprawie - Polanco4, Poncjusz5 i ty, a po modlitwie dajcie mi znać, co o tym sądzicie". A ja mu na to: "Będziemy sądzić to samo, co i teraz". Odprawiliśmy więc te msze i wyjawiliśmy mu to samo zdanie, a on obiecał, że spełni [naszą prośbę]. W roku następnym, gdym znów powrócił z Sycylii, a było to przed wysłaniem mnie do Hiszpanii, zapytałem Ojca, czy zrobił co [w tej sprawie]. "Nic" - powiedział. Po powrocie z Hiszpanii w r. 1554 znów zapytałem go o to. Nawet nie tknął tej sprawy6. Wtedy sam nie wiem, jakim duchem powodowany, z naciskiem zwróciłem się do Ojca: "Już od czterech prawie lat błagam cię, Ojcze, nie tylko w swoim, ale także i innych ojców imieniu, abyś nam wyjaśnił, w jaki sposób Bóg cię pouczał od początku twego nawrócenia; ufamy bowiem, że to będzie pożyteczne przede wszystkim dla Towarzystwa. Ale ponieważ widzę, że tego nie robisz, śmiem twierdzić, że jeśli zrobisz to, czego tak bardzo pragniemy, będziemy korzystać z tego dobrodziejstwa z wielką pilnością; jeśli zaś tego nie zrobisz, nie będziemy słabsi na duchu, ale tak pełni ufności w Bogu, jakbyś to wszystko napisał". [4] Nic na to Ojciec nie odrzekł, lecz (tego samego jeszcze dnia, jak sądzę) wezwawszy do siebie ojca Ludwika Gonsalvesa7 zaczął mu opowiadać [o swym życiu], a ojciec ów, obdarzony znakomitą pamięcią, zapisywał to potem. To są właśnie Dzieje Ojca Ignacego, które obecnie krążą [w odpisach]. Ów ojciec Ludwik był na pierwszej kongregacji generalnej elektorem i na tejże kongregacji wybrano go na asystenta generała zakonu, ojca Layneza8. Potem zaś był nauczycielem i wychowawcą króla Portugalii Sebastiana. Był to ojciec wielkiej pobożności i cnoty. Pisał zaś [Dzieje Ojca Ignacego] częściowo po hiszpańsku, a częściowo po włosku, zależnie od tego, jakich miał pod ręką sekretarzy. Tłumaczenia łacińskiego dokonał ojciec Hannibal de Coudreto9, bardzo uczony i pobożny. Obaj, autor i tłumacz, dotąd jeszcze żyją. góra Przedmowa o. Ludwika Gonsalvesa da Cámara [1] Dnia 4 sierpnia 1553 roku, w piątek rano, w wigilię święta Matki Boskiej Śnieżnej, kiedy Ojciec Ignacy przebywał w ogrodzie przylegającym do tej części domu, którą zowią "pokojami księcia"10, zacząłem mu zdawać sprawę z pewnych szczegółów dotyczących mej duszy. Między innymi wspomniałem o pokusie próżnej chwały. Jako lek zalecił mi Ojciec odnosić często do Boga wszystkie swoje sprawy i starać się ofiarować Mu to wszystko, co tylko dobrego we mnie się znajduje, uważając, że jest to Jego dobro, i za wszystko składać Mu dzięki. Tak o tym ze mną rozmawiał i tak mnie pocieszył, iż nie mogłem powstrzymać się od łez. Opowiadał mi też Ojciec, jak on sam borykał się z tą wadą przez dwa lata i to do tego stopnia, że kiedy wsiadał w Barcelonie na okręt z zamiarem udania się do Jerozolimy, nikomu nie odważył się wyznać, że wyrusza do Jerozolimy. Tak samo zachował się w innych podobnych okolicznościach. Dodał też, że potem doznawał w tym względzie wielkiego spokoju ducha. Po godzinie lub dwóch udaliśmy się do stołu. A kiedy magister Polanco i ja jedliśmy razem z nim, powiedział nam nasz Ojciec, że magister Nadal i inni z Towarzystwa często prosili go o pewną rzecz, on jednak nigdy nie powziął decyzji w tej sprawie. Lecz potem, po rozmowie ze mną, skupiwszy się w swoim pokoju, doznał wielkiego uczucia pobożności i poczuł skłonność do spełnienia ich prośby. A wyraził to w taki sposób, iż widać było, że Bóg dał mu w tej sprawie dużo światła. Zdecydował się więc na to (a chodziło o to, by opowiedział wszystko, co działo się w jego duszy aż do tej pory) i postanowił, że mnie wyjawi te wszystkie rzeczy. [2] W tym czasie był Ojciec bardzo chory. Aczkolwiek nie miał zwyczaju obiecywać sobie ani jednego dnia życia - owszem, wręcz przeciwnie, gdy ktoś mówił: "Zrobię to za dwa tygodnie lub za tydzień", Ojciec jakby zaskoczony mawiał zawsze: "Jak to, sądzisz, że będziesz żył tak długo?" - niemniej tym razem powiedział, że spodziewa się żyć jeszcze trzy lub cztery miesiące, żeby skończyć tę sprawę. Nazajutrz na moje pytanie, kiedy chce, abyśmy zaczęli, odpowiedział mi, żebym mu to przypominał codziennie (już nie pamiętam przez ile dni), aż znajdzie po temu odpowiednią porę. Gdy jednak z powodu zajęć taka sposobność mu się nie nadarzała, zażądał ode mnie, abym mu to przypominał w każdą niedzielę. I tak w miesiącu wrześniu (nie pamiętam już, którego dnia) zawołał mnie Ojciec do siebie i zaczął mi opowiadać o całym swoim życiu, a także o wybrykach swej młodości, jasno i szczegółowo, ze wszystkimi okolicznościami. A potem wzywał mnie w tymże miesiącu jeszcze trzy lub cztery razy i doprowadził opowiadanie aż do pierwszych dni pobytu w Manresie, jak to widać ze zmiany charakteru pisma11. [3] W swoim sposobie opowiadania postępuje Ojciec Ignacy tak samo, jak i we wszystkich innych sprawach. A mianowicie czyni to z taką jasnością, że to, co już należy do przeszłości, staje przed człowiekiem tak, jakby to teraz widział. I nie trzeba mu było zadawać żadnych pytań, bo o tym, co było potrzebne do zrozumienia jego opowiadania, zawsze Ojciec sam nie zapominał powiedzieć. Nie uprzedziwszy Ojca, udałem się zaraz do siebie, aby spisać to wszystko, najpierw własnoręcznie w punktach, a potem obszerniej, tak jak obecnie jest to napisane. Starałem się usilnie nie pisać ani jednego słowa, którego bym nie słyszał z ust Ojca. A co do treści, jeżeli się obawiam, żem w czym uchybił, to w tym, że nie chcąc odbiegać od słów Ojca, nie zawsze mogłem dobrze oddać siłę niektórych jego wyrażeń. I tak to notowałem, jak wspomniałem wyżej, aż do września 1553 roku. Potem zaś, aż do przybycia ojca Nadala w dniu 18 października 1554 roku, Ojciec Ignacy zawsze się wymawiał z powodu chorób i różnych zajęć, które się nadarzały, i mawiał do mnie: "Kiedy skończy się ta sprawa, przypomnij mi". A kiedy dana sprawa była skończona, przypominałem mu, a on mówił: "Teraz mamy inne zajęcia; kiedy je wykonamy, znów mi przypomnij". [4] Ojciec Nadal po swoim przyjeździe bardzo się ucieszył, dowiedziawszy się o rozpoczęciu tego dzieła. Polecił mi też, abym się naprzykrzał Ojcu i powtarzał mi kilkakrotnie, że Ojciec niczym innym nie może więcej przyczynić się do dobra Towarzystwa, jak właśnie to czyniąc, i że to właśnie jest prawdziwym założeniem i [ugruntowaniem] Towarzystwa. W tym też duchu on sam rozmawiał często z Ojcem. Ojciec Ignacy powiedział mi, abym mu o tym przypominał, gdy będzie załatwiona sprawa dotacji Kolegium Rzymskiego12. A gdy ta sprawa się skończyła, polecił mi poczekać, aż załatwi sprawę misji w kraju Kapłana Jana13 i aż wyśle posłańca z pocztą. Dnia 9 marca zaczęliśmy dalej ciągnąć tę opowieść. Wnet jednak zaczął chorować papież Juliusz III i umarł dnia 23 marca. Ojciec odłożył tę sprawę aż do wyboru nowego papieża. Ledwie jednak został wybrany, rozchorował się i umarł. Był to Marceli II. I znów Ojciec odłożył wszystko aż do wyboru Pawła IV14. Potem z powodu wielkich upałów i wielu zajęć zawsze doznawał różnych przeszkód aż do dnia 21 września. W tym to dniu poruszono sprawę mojego wyjazdu do Hiszpanii. Dlatego też naciskałem mocno na Ojca, aby dotrzymał uczynionej mi obietnicy. On zaś polecił mi stawić się rano dnia 22 września w Czerwonej Wieży15. Tak więc skończywszy mszę św.16 udałem się do niego z zapytaniem, czy już jest odpowiednia pora. [5] Polecił mi czekać na siebie w Czerwonej Wieży, ażebym tam już był, kiedy on nadejdzie. Zrozumiałem, że przyjdzie mi tam długo czekać. I podczas tego, gdym w krużganku zatrzymał się z pewnym bratem, który mnie pytał w jakiejś sprawie, nadszedł Ojciec i skarcił mnie za to, żem przekroczył nakaz posłuszeństwa nie czekając na niego w umówionym miejscu. Nic też nie chciał [opowiadać] tego dnia. Potem znowu bardzo nalegaliśmy na niego. Wrócił więc do Czerwonej Wieży i opowiadał dalej przechadzając się, jak to zwykł czynić podczas opowiadania. Ja zaś, aby dobrze przyjrzeć się jego twarzy, zbliżałem się powoli do niego. A on mi na to: "Zachowaj regułę!"17. A gdy ja lekceważąc jego polecenie znów się przybliżałem i popełniłem ten sam błąd dwa albo trzy razy, wytknął mi to i odszedł. Potem jednak wrócił do Czerwonej Wieży i dokończył opowieści tak, jak jest napisana. A ponieważ ja od dawna byłem w ciągłej gotowości do drogi (w wigilię bowiem mojego wyjazdu ostatni raz Ojciec rozmawiał ze mną w tej sprawie), nie mogłem wszystkiego spisać obszerniej w Rzymie. A że w Genui nie miałem sekretarza Hiszpana, dyktowałem po włosku według tego, co z Rzymu przywiozłem z sobą zanotowane tylko w krótkich punktach. Pisanie to zakończyłem w grudniu 1555 roku w Genui. góra Przypisy
Nadal - wielki znawca ducha św. Ignacego i Towarzystwa Jezusowego - zostawił po sobie bogatą korespondencję oraz liczne instrukcje i egzorty (zob. MHSI Nadal I-IV, Madryt 1898-1905. Tom V, Rzym 1962). Napisał także objaśnienia do Konstytucji Towarzystwa Jezusowego pt. Scholia in Constitutiones et Declarationes S. P. Ignatii, Prati in Etruria 1883. Usilnym i natarczywym staraniom Nadala zawdzięczamy powstanie Opowieści Pielgrzyma. Kopia tego dokumentu będąca w posiadaniu Nadala posłużyła, jako najdoskonalsza, za podstawę do dwukrotnego wydania krytycznego Opowieści w MHSI w serii IV MI: Ser I, Madryt 1904; FN I, Rzym 1943. Nadal II 1-97. - FN I 302-303 nota 1. - Larrañaga 111-117 nota 5. - Miguel Nicolau SI, Jeronimo Nadal. Obras y doctrinas espirituales, Madrid 1949. - Brodrick (I) 1 165-172; 2 61-98. - Guibert 192-196. - Koch 1267-1269.
FN I 54. - PolCompl I s. VI-XXV. - Guibert 191-192. - Clara Englander, Ignatius von Loyola und Johannes von Polanco, Regensburg 1956. (O J. Polanco s. 129-307). - Koch 1437-1438.
FN I 65*. - Tacchi I 2 255 nota 1. - Fouqueray I passim. - Schneider 129 3.
FN I 323 nota 1. - Brodrick (I) 2 82-84. - Koch 715-716. - Schneider 130 4 (data panowania Sebastiana 1557-1580 jest mylnie podana; ma być 1557-1578).
FN I 38 nota 26. - Joseph Boero SI, Vie du Père Jacques Lainez (tłum. z włoskiego), Paris, Desclée de Brouwer, 1894. - Brodrick (I) 2 7-59. - Koch 1060-1062.
FN I 334 nota 35. - Schneider 130 4. - Larrañaga 31-32.
FN I 355 nota 2. Walka z pokusą próżnej chwały, o której tu Ignacy rozmawia z Gonsalvesem, wzmiankowana jest niżej w samej Opowieści w n. 36 (Barcelona) i jeszcze wcześniej w n. 32 (Manresa).
FN I 328-330. - Schneider 131 2. O wybrykach młodzieńczych Ignacego Gonsalves nic szczegółowego nam nie przekazał, zapewne z szacunku dla Założyciela zakonu. Natomiast sam Ignacy opowiadał nieraz, nawet nowicjuszom, o swoim grzesznym życiu przed nawróceniem (zob. FN I 576).
FN I 360-361 nota 10.
Ep VIII 450. - FN I 361-362 nota 11. - Larrañaga 103-106 nota 4. - Brodrick (I) 2 185-217.
Ep I 114-118. - FN I 581-582, 638, 720.
FN I 362 nota 14. - Chron V 21. - Tacchi I 2 234.
FN I 330-331, 348, 362 nota 15. - Dalmases 28-29 nota 12.
FN I 540 nota 23. - MI Const IV 518. - Dalmases 29 nota 13. To, co tu Gonsalves opowiada, nie zdarzyło się w jednym dniu, ale na przestrzeni czasu między 22 września a 22 października (1555). Dnia 23 października Gonsalves razem z Nadalem opuścił Rzym, udając się do Hiszpanii, a potem do Portugalii. Dalmases 29 nota 15. - Schneider 132 5. |