strona główna AM o sobie
Święta Teresa od Dzieciątka Jezus
 

      Dla papieży XX wieku największym cudem naszych czasów była św. Teresa z Lisieux. Nic więc dziwnego, że jej duchowość jest obecna w nauczaniu Kościoła; w dokumentach soborowych i w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Nadanie zaś jej zaszczytnego tytułu doktora Kościoła jest dla nas - członków Apostolstwa Modlitwy - zachętą do bliższego zapoznania się z duchowością naszej nowej Patronki.
      Dla wielu ludzi św. Teresa jest znakiem wielkiej dobroci Boga, który, odwiecznie wędrując z człowiekiem, dzieli jego los. Wiedział On, w jakich będziemy żyli czasach i jaki - na miarę tych czasów - przyjdzie nam toczyć chrześcijański bój. Walczymy przecież nie przeciwko ciału i krwi, ale przeciwko złym mocom na wyżynach niebieskich, dlatego przekazał nam przez Teresę duchowość, która jest dla nas niezwykłym darem.
      Święta Teresa, dzięki szczególnej łasce otwarcia się na Ducha Świętego, została obdarowana dogłębnym zrozumieniem Bożego Objawienia i przekazywania go światu. Jej teologia, jak sama mówi, jest "mądrością Miłości", którą zdobywa się na kolanach przed tabernakulum w osobistym kontakcie ze Słowem Bożym. Święta z Lisieux, jako karmelitanka, znała naukę św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża, ale jej "mała droga" była przede wszystkim drogą Jezusa.
      Przez swoje genialne odkrycie prostej, dziecięcej drogi - odczytanej z Pisma Świętego - Teresa radykalnie zmieniła pojęcie świętości i sposobu dochodzenia do niej. Wcześniej uważano, że istotą świętości jest pielęgnowanie wielkich cnót i dokonywanie heroicznych czynów. Tym samym większość z nas, ludzi słabych, małych, niezdolnych do wielkich wyrzeczeń, nie miałaby szansy, by zostać świętymi. A przecież Bóg wszystkich wzywa do świętości.
      Mówiąc o "drodze", mamy na myśli sposób życia i postępowania w życiu, sposób odczuwania Boga, siebie i świata. "Mała droga" zostanie tutaj przybliżona w kilku punktach.

Modlitwa i pragnienie świętości
      Teresa była dzieckiem wytęsknionym i bardzo kochanym przez rodziców, a byli to ludzie głębokiej wiary. Już jako dziecko często zatapiała się w myślach o dobrym Bogu, o życiu wiecznym. Przez spontaniczne poruszenia swej duszy, odnoszone w każdej sytuacji do Boga, prowadziła piękną, prostą i ufną modlitwę wewnętrzną. Była to wielka łaska, jaką Teresa została obdarowana. Łaska tym większa, że mogła się rozwinąć, bo od najmłodszych lat Teresa taką modlitwę widziała w swoim otoczeniu. Z twarzy swego ojca mogła odczytać, czym dla człowieka wierzącego jest rozmowa z Bogiem.
      Źródłem modlitwy Teresy był głęboki związek z Bogiem i jej zjednoczenie się z Nim w Chrystusie. Teresa po prostu była przed Jezusem i wraz z Nim przeżywała wszystkie swoje sprawy. Równocześnie pozwalała się napełniać miłością. Jej modlitwa podobna jest do modlitwy samego Jezusa. Kiedyś Teresa wyzna, że Jezus był jej jedynym przyjacielem i tylko z Nim umiała rozmawiać. Modlitwa dla niej była czymś tak oczywistym jak oddychanie. Była miłosną relacją z Bogiem i jedynym uzasadnieniem jej istnienia. Teresa całą swoją istotą wiedziała, że została stworzona po to, by kochać Boga i być przez Niego kochaną.
      Patrząc na Świętą, możemy zobaczyć, co to znaczy być chrześcijaninem. Treścią bowiem mistyki Teresy jest miłość i ufność. Taką właśnie miłością my też możemy zacząć żyć już teraz. Mistyka - głębokie zjednoczenie z Bogiem - jest także dzisiaj w naszym zasięgu. Przecież już teraz - a nie na końcu naszej drogi życia - obowiązuje nas przykazanie miłości. Jest ono słowem Boga, nie tylko wskazującym drogę, ale również niosącym w sobie moc, która pomaga nam iść tą drogą.
      Teresa bardzo pragnęła świętości i była przekonana, że dobry Bóg nie wzbudzałby w jej sercu bezgranicznej tęsknoty za nią, gdyby ona była nierealna. Wiemy też, że pragnieniem Serca Jezusa jest, byśmy byli tak doskonali, jak doskonałym jest Jego Ojciec niebieski. Mogłoby się wydawać, że dla Teresy, która nie czuła się zdolna do heroizmu, miała bowiem świadomość własnej małości i słabości, droga do tej doskonałości była zamknięta. Tymczasem uważała ona, że wystarczy upokorzyć się, znosić cierpliwie swoje braki, i że to jest prawdziwa świętość. Teresa była przekonana, iż zostanie wielką świętą, dlatego obiecała swemu ojcu, że przyniesie mu wielki zaszczyt.
      (Kto chce zapoznać się z duchowością św. Teresy, musi prześledzić tę "drogę" w całości).
      Nasza Święta wie, że: Pan Bóg nie odmawia nigdy pierwszej łaski, która daje odwagę do działania. A potem serce się umacnia i idzie się od zwycięstwa do zwycięstwa. Jej zawierzenie Bogu jest wielkie, ona chce kochać Pana Jezusa tak, jak jeszcze nikt nigdy Go nie kochał!
      Na szczyty zjednoczenia z Bogiem Teresę wiedzie ufność, która polega na nieustępliwym i wytrwałym dążeniu do Niego. Upadamy i podnosimy się, aby ciągle iść dalej. Bo kto nie podnosi się choćby z małej niewierności, ten się od Boga oddala. Ponadto trzeba, byśmy od Boga oczekiwali wszystkiego. Człowiek czyni swoje życie prostszym, gdy bez reszty powierza się Jego hojności i miłosierdziu. Tym bardziej że Bóg lubi być rozrzutnym. Lubi obdarzać ponad wszelkie nasze oczekiwanie i rozumienie. My jednak - którzy od początku naszej historii okazaliśmy się skąpymi wobec Niego - nie chcemy o tym pamiętać, gdyż Boski sposób bycia zobowiązuje nas do wzajemności. Zatem mimo wszystko zaczynajmy spotkanie z Bogiem na kolanach przed Nim, pokornie prosząc Go o ducha wewnętrznej modlitwy. Nie pomijajmy tej prośby, bo jest to łaska, dzięki której znajdujemy radość w przebywaniu sam na sam z Bogiem. Zawsze przychodźmy i prośmy z wielką ufnością, przecież Pan Jezus powiedział: Proście, a otrzymacie, bo beze Mnie nic uczynić nie możecie.
      Pomocą w modlitwie jest mi przede wszystkim Ewangelia; Ona zaspokaja wszystkie potrzeby mojej biednej duszy. Odkrywam w niej coraz to nowe światło oraz jej sens ukryty i mistyczny. Teresa, która mówi te słowa, wcale nie miała tak łatwego dostępu do Pisma Świętego jak my. Dla nas dostępne jest całe Pismo Święte, a także różne tłumaczenia i pomoce dla jego rozumienia. Mimo to Bóg ma problem z dzisiejszym człowiekiem. Nie może bowiem obdarować serca, które nie czeka na Niego i jest po brzegi wypełnione tym, co przeminie. A przecież dzisiaj, tak jak od wieków, Słowo Boże w Kościele uczy, wspomaga, daje moc. Teresa mówi: Zachować słowa Jezusa, oto jedyny warunek naszego szczęścia, dowód miłości naszej do Niego. Ale to On sam, On Jezus, Słowo, Słowo Boskie. W tej wypowiedzi zawiera się całe jej podejście do Biblii.
      Teresa nosiła w swoim sercu słowa Jezusa i wielkie pragnienia: Na modlitwie moje pragnienia stawały się dla mnie prawdziwym męczeństwem. Od dziecka poszukiwała sposobu odprawiania modlitwy wewnętrznej. Zapytana przez nią zakonnica o sposób odprawiania modlitwy wewnętrznej odpowiedziała: Tereso, gdy wracasz wieczorem do tatusia, którego nie widziałaś od rana, rzucasz mu się na szyję, pokazujesz mu swoje dobre stopnie, opowiadasz mu o swoich małych sprawach - o wszystkim, o radościach jak i o smutkach. (...) A więc ja postępuję tak samo z Panem Bogiem; to mój Ojciec. Myślą staję tuż przy Nim, uwielbiam Go czyniąc się małą jak ty, mówię do Niego; ja modlę się sercem. Jak szybko mija czas! Teresa słuchała w milczeniu, podziękowała i odeszła bardzo zadowolona.
      Życie Teresy pokazuje, jak skuteczne było jej pragnienie modlitwy. Wypływało ono z głębi jej istoty i ujawniało, że jest prowadzona przez Ducha Świętego. Zaś intensywność i częstość pragnienia modlitwy oznacza, że Teresa była owładnięta Duchem Chrystusowym. Ona nie pragnęła radości z posiadania, ale coraz głębszego wchodzenia w tajemnicę Boga. Mówi: Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości, zarówno w cierpieniu, jak i w radości; na koniec - to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza moją duszę i jednoczy mnie z Jezusem.
      Jej rozmowa z Panem dotyczyła zarówno jej spraw osobistych - bo wiedziała, że Bóg interesuje się nią - jak i ludzi, których kochała. Rozmawiała z Jezusem także o sprawach Jego Kościoła, o Jego Miłości, piękności i o Jego boleści: Mój Boże -zawołałam z głębi serca - czyż jedynie Twojej sprawiedliwości mają się dusze oddawać na ofiarę? Czyż Twoja Miłość Miłosierna nie potrzebuje ich także?
      Zatem Teresa, modląc się, staje w rzeczywistej obecności Chrystusa i prowadzi ufną, miłosną rozmowę. Jest to dla niej proste, bo jest przyzwyczajona w każdej chwili dnia do żywego kontaktu z Bogiem i nie potrzebuje ogromnego wysiłku ducha, aby rozbudzić poruszenie duszy, aby przebić się ze strefy świata ku Bogu. Ona całą sobą z dziecięcą swobodą jest skierowana ku Niemu i uczestniczy w Jego życiu. Teresa otrzymuje dar Bożego myślenia i Jego mentalności. Dlatego jest przed Nim tak naturalna, pełna prostoty i rozumie, że miłość polega na dawaniu siebie.

"MAŁA DROGA" DO ŚWIĘTOŚCI ORAZ JEJ FUNDAMENT
(Streszczenie konferencji o. Jana Ewangelisty OCD)
      Do zrozumienia słów św. Teresy potrzebne jest właściwe usposobienie serca. Najlepiej wyraża je pytanie Jezusa: Czego szukacie? Taka perspektywa jest warunkiem, by otrzymać klucz do istoty małej drogi. Bo trzeba nam myśleć na sposób Boży, nie na ludzki. Nasza wewnętrzna postawa serca to: uznanie i miłowanie swej "maleńkości"; bezgraniczna ufność w Miłosierdzie Boże; pragnienie życia miłością; i zawierzenie. Są to pierwsze kroki stawiane na drodze wiodącej z ziemi do nieba.
      Opieramy je na fundamencie małej drogi, czyli na głębokiej wierze w miłosierną miłość Boga oraz na pragnieniu nieba i pragnieniu świętości.

Wiara w miłosierną miłość Boga
      Teresa w pierwszym rzędzie wierzy, że miłość Boża jest miłością miłosierną. Wiara ta sprawia, że nasze zaufanie Bogu nie powinno mieć już granic. Wszystko bowiem, co dotąd było uznane za przeszkodę w dojściu do Boga, mianowicie: ludzka słabość, brak cnót, a nawet grzech, jest w stanie pomóc człowiekowi szczerze uznać własną nędzę i dostrzec w Bogu ojcowsko-macierzyńską miłość.
      Odkrycie prawdy o swojej nędzy i o Miłosiernym Bogu wzbudza w nas nie tylko pragnienie życia w bezustannym ofiarowaniu się Miłości Miłosiernej, ale i pragnienie życia tą Miłością oraz upodobnienia się do Niej. Dopiero wtedy zrozumiemy, czym jest całkowite zdanie się na Boga; bezgraniczne zaufanie Mu w cierpieniu; czym jest ofiarność, miłość wyłączna, która Ukochanej Osobie sprawia radość.
      Miłosierna miłość Boga ze swej natury chce być znana i kochana, chce się udzielać i być przyjmowaną. Teresa zrozumiała, że wielką radością Boga jest przebaczanie ludziom win, słabości i grzechów. Natomiast prawdziwym bólem jest ich wewnętrzny sprzeciw wobec Niego. Kto chce iść za Jezusem drogą świętości, musi się otworzyć na miłosierną miłość Boga, przyjąć ją i pozwolić jej w sobie działać.
      Święta dostrzega, że wszystkie przymioty Boga, a więc również sprawiedliwość, mądrość i potęga wypływają z Jego miłości miłosiernej. Bóg nieskończenie sprawiedliwy jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. Zważa na kruchość naszej natury, uznaje prawe intencje, wynagradza cnotę i oddanie okazywane nawet w najmniejszych odruchach serca. Swoją potęgę Bóg miłosierny przejawia w mocy nawracania i rozpalania dusz miłością, a także w działaniu jednych dla dobra innych. Miłość Boża nigdy nie pozwoli przewyższyć się w hojności. Z natury swej pochyla się nad nędzą stworzeń, by uzupełnić ich braki, podnieść je, zrównać z sobą, wywyższyć i przemienić w Siebie.
      Naturą Miłosierdzia Bożego, które zachwyca Teresę, jest zniżanie się Boga. On się ukrywa. Dlatego jest często zapomniany. Objawia się jako pokorny i mały, tak w żłóbku, w życiu ziemskim, w męce, jak i w Eucharystii. Taka jest właściwość Miłości, że zniżając się, okazuje swą nieskończoną wielkość. W tej logice Bóg-Miłość pochyla się nad tym co najmniejsze. Umniejsza się nie tylko po to, by nas nauczyć pokory, ale by się z nami spotkać. Daje nam się poznać, bo chce być miłowany i wielbiony; chce być z nami, być pokarmem i przemieniać nas. On w swej nieskończonej miłości troszczy się o każdego z osobna i czeka w tej niskości, w której się ukrył. Człowiek, chcąc spotkać się z Nim, też musi się zniżyć i opuścić swoją fałszywą wielkość. Św. Teresa - w misterium Wcielenia, Męki i Eucharystii - ogląda się jak w zwierciadle i uczy się mądrości miłowania.
      Niestety Miłosierna Miłość jest często wzgardzona i niezrozumiana, stłumiona i zamknięta w Sercu Bożym. Teresa pisze do o. Roullanda: Podzielam zupełnie Twoje zdanie, że Serce Boże jest bardziej zasmucone drobnymi niewiernościami swoich przyjaciół, niż poważnymi nawet przewinieniami popełnionymi, przez ludzi światowych. Zdaje mi się jednak, kochany Braciszku, że bywa tak tylko wówczas, gdy Jego bliscy, przestając liczyć się ze swoimi stałymi uchybieniami, czynią z nich przyzwyczajenia i nie przepraszają Go. Tych zaś, którzy Go miłują, a po każdej niedelikatności przychodzą prosić o przebaczenie, rzucając się w objęcia Jego, Jezus przyjmuje z radością. Powiada aniołom swoim to, co ojciec syna marnotrawnego mówił swoim sługom: "Przynieście szybko najlepszą szatę, dajcie mu pierścień na rękę, radujmy się". Ach, Bracie mój, jakże mało znane są: dobroć Jezusa i miłosierna miłość Jego. To prawda, że chcąc korzystać z tych skarbów, trzeba się upokorzyć, uznać swoją nicość, a tego właśnie wiele dusz nie chce.
      Jednak odwieczne pragnienie udzielania się Miłości Miłosiernej i przelewania jej na stworzenia jest niewyczerpane. Jak to Bóg czyni? Jest przede wszystkim obecny w każdej maleńkiej Hostii, przez którą chce się zjednoczyć z nami w naszym ubóstwie. Zniża się aż do głębi naszej nicości. Jezus nie tylko nie zraża się naszymi słabościami i upadkami, ale jest przez nie przyciągany; pochyla się, by nas podnieść, oczyścić i przemienić w ogień swej miłości. Dokonuje tego przez cierpienia i gorzkie rozczarowania, których najgłębiej sam doświadczył. Odrywa nas od tego, co nie jest Miłością, by nas jeszcze bardziej przytulić do Siebie. Im niżej schodzi człowiek, tym jeszcze niżej schodzi Bóg, aby go zbawić.
      Dla Teresy Chrystus Eucharystyczny jest zachwycającym przykładem pokory. Obecny cały w każdej Hostii, nie staje się niczym więcej jak pyłkiem, a umniejszony do proporcji ziarnka piasku, chce zawstydzić naszą próżność, nasze ambicje i egoistyczne pragnienia. Nie czyni nic, aby się chronić i ocalić swą godność - nie mówię tu o możliwości profanacji z naszej strony - ale o naszym zapomnieniu, lekceważeniu i bezmyślności. Daje nam heroiczne przykłady cierpliwości. Cierpi w zamknięciu i samotności, znosi pogardę, nie skarży się z powodu naszych oziębłości, milczy wobec naszego zobojętnienia. Nigdy nie ujawnia swego oburzenia, nawet gdy w czasach bezbożności i szaleństw ręce świętokradzkie wyrywały Go z Jego tabernakulów i rzucały jak śmieć. Głosi nam miłosierdzie, błaga, wstawia się, ofiarowuje się za nas; uśmierza gniew swego Ojca, pokazując blizny swoich ran i ofiarowuje się Jemu, odnawiając pamięć Męki i śmierci, jaką za nas poniósł.
      Nie czujmy się "niczym", gdy Bóg przychodzi do nas, Ten, który jest Wszystkim, chce nas poślubić i ubogacić. Miejmy szacunek dla siebie z tego powodu, że On nas nie tylko stworzył, ale i umarł dla nas. Dlatego pragnijmy rzeczy wielkich, a dojdziemy do Nieba. Bóg ma wszelkie doskonałości, ale ma też cudowne słabości - nie widzi naszych przewinień, bo jest w nas zakochany i czeka na choćby odrobinę miłości przez nas odwzajemnionej. Bóg nie posiada również jednej cechy - wyrachowania. Nie liczy naszych nadużyć w łaskach - liczy tylko nasz ostatni poryw serca, naszą serdeczną modlitwę. Aby uczynić Boga niewidzącym i niezdolnym do najmniejszego rachunku, trzeba ująć Go za Serce ufnością, pragnieniem Bożego Miłosierdzia i działaniem na rzecz jego rozszerzania się.
      Bóg pracuje cierpliwie i stopniowo, prowadząc każdego człowieka do ostatecznego celu. Musimy mieć nadzieję i pewność, bo Bóg obiecał spełnienie danej nam nadziei. Nie wyprzedzajmy więc Jego godziny przyjścia, zwłaszcza do tych, których nawrócenia gorąco pragniemy. Bóg nie tylko przebacza grzechy, podnosi i przebóstwia, ale objawia się też w przedziwnie uprzedzającym Miłosierdziu, chroniącym od grzechu, od zagrożeń, wyzwalającym od niepotrzebnych cech, aby "zabezpieczyć" słabe dusze przed upadkiem. Jezus w swej miłości odpuszcza "z góry", odpuszcza nie "wiele", ale "wszystko" - byśmy Go kochali do szaleństwa i pragnęli być świętymi.

Pragnienie nieba i świętości
      Św. Teresa uwierzyła w Miłosierną Miłość, pozwoliła się Jej miłować i całkowicie przemienić. Żyła w pełni najważniejszym przykazaniem i odkryła absolutny prymat Boga w swoim życiu. Poddała się Jemu i odtąd życiem Świętej kierują: wiara, nadzieja i miłość. Duch Święty poprzez pragnienia sprawia, że dla Teresy niebo nie grzęźnie w materialnym horyzoncie - jak to najczęściej jest z nami - ale jest jej bliskie. Nadzieja formuje w młodej karmelitance nadprzyrodzone pragnienie i ubóstwo posiadania, usadawia ją w tym, co Bóg jej zgotował na wieczność. Stąd bierze się olbrzymia siła Teresy do przetrwania z cierpliwością wszelkich utrapień, jakie przynosi jej życie w Karmelu. Najważniejsze jednak jest to, że Święta z miłości do Jezusa łamie swą wolę i zmienia cierpienie w radość. Powie: Nie mam już większego pragnienia nad to, by kochać i umrzeć z miłości.
      Swoje pragnienia Teresa nazywa nieskończonymi. Odczuwa niedolę człowieka, ale całą siłą swego młodego, mądrego serca trwa w chrześcijańskiej nadziei. Wyraża to w pięknym porównaniu: Jak geniusz Krzysztofa Kolumba pozwolił mu przeczuć istnienie nowego świata, choć nikomu się o tym nie śniło, podobnie i ja miałam uczucie, że kiedyś zamieszkam na stałe na innej ziemi. Święta czuje kruchość ludzkiej egzystencji. Wie, że jest wygnana z raju. Przede wszystkim jednak widzi Boga, który śpieszy jej na ratunek. Jezus dla niej zostawił niebo i stał się Sługą, oddał za nią życie. Jak takiego Boga nie miłować do szaleństwa?
      Boska miłość zostawia w naszych sercach gorące pragnienie nieba, czyli bycia przebóstwionym. Aby dokonało się to w naszym życiu, zostało nam dane przykazanie miłowania tu na ziemi Boga nade wszystko, a bliźnich miłością samego Boga. Zatem nie tak, jak my chcemy i możemy. Sami z siebie bowiem nie potrafimy miłować tak jak Bóg. Jest to niemożliwe bez przemiany, której On w nas dokonuje. Jedynie ta miłość upodabnia, zrównuje, poddaje, przemienia i jednoczy nas z Jezusem.
      Bez Boskiej miłości wszystko jest niczym. Z niej rodzi się pragnienie świętości, to znaczy życia i stawania się w sposób, jaki Jezus ukazał w Ewangelii. Teresa pragnie świętości, której wzorem jest Pan Jezus. Pragnie upodobnić się do Niego, spełniać we wszystkim Jego wolę, być świętą jak On i postępować jak On (w Apostolstwie Modlitwy nazywamy to duchowością Serca Jezusa). Czyli: myśleć i czuć jak Jezus, pragnąć i czynić tak jak Jezus. Koroną pragnienia świętości jest pragnienie męczeństwa. A jest to niemożliwe dla człowieka, który liczyłby tylko na własne siły. Dlatego Święta z całą mocą podkreśla te elementy, które składają się na istotę Małej drogi.
      Bóg wzbudza pragnienia i wypełnia je. Wypełnia serca nieskończonym bogactwem Serca Jezusowego, ale tylko wtedy, gdy człowiek uznaje swoją bezradność i ubóstwo. Teresa wie, że ubóstwo, o którym mówi Pismo Święte, nie dotyczy jedynie posiadania rzeczy, ale ogarnia całą osobę. Dlatego dokłada starań, aby być zapomnianą. Jest niezwykle wdzięcznym naśladowcą ubóstwa i posłuszeństwa Jezusa. W swoim postępowaniu jest bardzo konkretna i z całą ekspresją młodości wyraża zarówno pragnienie świętości, jak i pragnienie miłowania Boga, Kościoła i każdego człowieka.
      Święta ma głęboką świadomość, że żyje w krwiobiegu Kościoła jako osoba ochrzczona, karmelitanka i Oblubienica Chrystusa. Miłuje Kościół w sobie w sposób dogłębnie duchowy i niezwykły. Powie: Nie wystarczy kochać, trzeba tego dowieść. Konsekwentnie podejmuje ufną modlitwę i ofiarowuje z wielką miłością różne choćby drobne umartwienia i wyrzeczenia. Święta dzieli troskę Jezusa o zbawienie dusz. Wie, że potrzebne jest jej duchowe i fizyczne cierpienie. Odkrywa też potrzebę duchowego wspierania kapłanów, bo to oni przede wszystkim są solą ziemi. Mówi: Jakże pięknym jest powołanie, które czuwa, aby sól przeznaczona dla dusz nie utraciła swego smaku! A takie jest powołanie Karmelu.
      Teresa miłuje Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa i ze względu na Chrystusa, któremu ofiarowała swe życie. Ma świadomość wielu grzechów popełnianych przez ludzi Kościoła, nie gorszy się nimi, ale czyni wszystko, co w jej mocy, by je zakryć siłą swej miłości. Jest doskonale świadoma, że wspólnota Kościoła zależy od sposobu życia jej poszczególnych członków. Toteż czyni wszystko, aby być wielką świętą i w ten sposób uświęcać Kościół. Jej miłość do Kościoła jest mocniejsza niż śmierć, gdyż ufa, że po śmierci nie będzie bezczynna: Myślę o dobru, które chciałabym spełnić po śmierci: starać się o chrzest dzieci, pomagać księżom, misjonarzom, całemu Kościołowi.

Istota Małej drogi
      Koniecznym warunkiem, by Miłosierdzie mogło nas przemienić, potrzebne jest z naszej strony współdziałanie z tym, co czyni w nas Bóg. Widząc ogrom wyświadczonego sobie miłosierdzia św. Teresa:
      1. uznaje i miłuje swoją maleńkość, swoje ubóstwo i niewystarczalność;
      2.pokłada bezgraniczną ufność w miłosierdziu Boga i zawierza się Jemu jak dziecko;
      3. żyje miłością i poświęca się na całopalną ofiarę Miłości Miłosiernej.

Umiłowanie maleńkości, czyli ubóstwo i pokora
      Przekonana do głębi, że właściwością miłości Bożej jest zniżanie się do biednych, małych, grzesznych i słabych, Teresa świadomie i dobrowolnie wybiera tę właśnie postawę wobec Boga - postawę ubogiego, słabego dziecka, grzesznika, który wszystkiego od Niego oczekuje. W ten sposób święta nieustannie poddaje się Bożemu miłosierdziu. Czuję doskonale - napisała do s. Marii - że to nie pragnienia męczeństwa podobają się Bogu w mojej małej duszy; raczej z upodobaniem widzi, że miłuję moją małość i moje ubóstwo, widzi moją ślepą ufność w Jego miłosierdzie... Oto jedyny mój skarb.
      Dlatego też nie smuciła się, odkrywając swoje słabości i nędze. Przeciwnie, ich świadomość, poczucie, że jest samą słabością i nicością, budziła w niej chlubę i radość. Ponieważ widziała, że tym samym jest przedmiotem miłości i miłosierdzia Boga.
      - Na pewno po jakimś czasie - pisze - także chwila obecna wyda mi się jeszcze pełna niedoskonałości; ale niczemu już się nie dziwię, ani się nie martwię widząc, że jestem samą słabością. Przeciwnie, właśnie z niej się chlubię i codziennie spodziewam się odkryć w sobie nowe niedoskonałości.
      Według Teresy świętość nie jest w tej lub owej praktyce, polega ona na usposobieniu serca, które sprawia, że jesteśmy małymi i pokornymi w objęciach Boga, uznającymi swoją słabość i ufającymi do zuchwalstwa Jego ojcowskiej dobroci.
Z tego powodu mogła napisać do o. Belliere: Skoro Jezus sam wybrał mnie, bym była siostrą Księdza, to ufam, że nie będzie zważał na moją słabość, a raczej, że właśnie posłuży się tą słabością, by dokonać swego dzieła; Bóg Mocny bowiem lubi okazywać swoją potęgę, posługując się tym, "co nie jest". W innym liście napisze: Uwierz, (...) że On dawno już zapomniał o Twoich niewiernościach. Obecnie jedynie Twoje pragnienia doskonałości radują Jego Serce. Błagam Cię, nie "czołgaj się już dłużej u Jego nóg", ale idź śmiało za tym "pierwszym porywem, który Cię skłania, byś rzucił się w Jego objęcia". Tam jest Twoje miejsce; zauważyłam (bardziej jeszcze w obecnym niż dawnych Twoich listach), że wprost nie wolno Ci iść inną drogą do Nieba niż tą, którą idzie Twoja biedna siostrzyczka.
      W tej maleńkości i ubóstwie ducha chce Teresa pozostać, gdyż jest to cała prawda o człowieku, tak wobec Boga, jak i wobec siebie. Ona umiłuje tę maleńkość i będzie zachęcać wszystkich do życia w pokorze.
      Jakże często widzimy wielkość człowieka w jego wykształceniu, pięknych, wzniosłych myślach czy w niezwykłych zdolnościach. Tym samym stawiamy Bogu opór i nie pozwalamy Mu działać, gdyż zakładamy, że będzie się mógł nami posłużyć dopiero wtedy, gdy będziemy dość zdolni, mądrzy i wymowni. Teresa natomiast, czując się niezdolną do czegokolwiek, jednoczy się z Bożą Mocą i Mądrością, pozwalając Bogu swobodnie w sobie działać.
      Według niej świętość to nie ilość zdobytej wiedzy na temat życia duchowego, lecz pokora, wdzięczność i oczekiwanie wszystkiego od Boga: Nie gardzę głębokimi myślami, które karmią duszę i łączą mnie z Bogiem - mówi - ale dawno już zrozumiałam, że nie trzeba na nich zbytnio polegać i zakładać doskonałości na otrzymaniu wielkiej ilości świateł. Najpiękniejsze myśli są niczym bez uczynków.
      To prawda, że mogą one być bardzo pożyteczne dla innych, dla tych, którzy okazują dobremu Bogu pokorną wdzięczność za to, że pozwala im uczestniczyć w uczcie duszy, którą spodobało Mu się wzbogacić łaskami; jeżeli jednak ta dusza lubuje się w swoich pięknych myślach i zanosi modlitwę faryzeusza, staje się podobna do kogoś, kto umiera z głodu, siedząc przy suto zastawionym stole, podczas gdy jej goście korzystają obficie z uczty i raz po raz rzucają zazdrosne spojrzenia na posiadacza tych skarbów.
      Ach! Jak to dobrze, że chociaż Bóg jeden zna głębiny serc. Jakże powierzchowne są sądy stworzeń! Kiedy widzą duszę obdarzoną większym światłem, natychmiast wnioskują, że są mniej niż ona przez Jezusa miłowane, a zatem nie są powołane do takiej świętości jak ona.
      Odkąd to Pan nie ma prawa posługiwać się jednym ze swych stworzeń w celu rozdawania umiłowanym przez siebie dzieciom niezbędnego im pożywienia? (...) Pan zawsze używa swych stworzeń jako narzędzi dla dopełnienia w duszach swego dzieła.
      Gdyby płótno, na którym artysta maluje, mogło myśleć i mówić, nie skarżyłoby się zapewne, że jest nieustannie dotykane pędzlem, nie zazdrościłoby również losu temu narzędziu, wiedząc, że bynajmniej nie pędzlowi, ale kierującemu nim artyście zawdzięcza to piękno, którym zostało przybrane. Pędzel zaś nie może chlubić się z arcydzieła dokonanego za jego pośrednictwem. Wie bowiem, że to artysta o nie zabiega, że igrając z trudnościami, woli nieraz posługiwać się narzędziami słabymi i ułomnymi. (...) Ja jestem tym całkiem maleńkim pędzelkiem.
      Jeśli my jesteśmy niczym, to Jezus jest naszym WSZYSTKIM, dlatego trzeba jedynie zagubić się w Jego nieskończonym Miłosierdziu i nie myśleć o sobie i o swej nędzy, lecz o Nim jedynie godnym miłości. Uznanie i ukochanie swej maleńkości Teresa opierała na fundamencie Miłosierdzia Bożego, które Bóg objawił przez to, że stał się człowiekiem; że umarł w męce z miłości do nas; teraz jednoczy się z nami w Eucharystii.

Ufność
      Ufność, tak jak miłość, jest tym, co - według Teresy - ujmuje Jezusa za serce, co sprawia, że ku nam się pochyla i w nas działa potęgą swego miłosierdzia. Teresa w liście do swego duchownego brata misjonarza napisała: Czuję to, że mamy tą samą drogą zmierzać do nieba; drogą cierpienia połączonego z miłością. Jak już dotrę do portu, pouczę Cię, drogi Braciszku mej duszy, jak masz żeglować przez wzburzone morze świata: z ufnością i miłością dziecka, które wie, że Ojciec je miłuje i nie może go zostawić bez pomocy w godzinie niebezpieczeństwa.
      Ach! Jakże bym pragnęła dać Ci zrozumienie czułości Serca Jezusowego i tego, czego Ono od Ciebie oczekuje... Dusza Twoja jest siostrą mojej; jest bowiem powołana, aby wznosić się do Boga WINDĄ miłości, a nie wspinaniem się po ciężkich schodach bojaźni. Nie dziwię się, że zażyłość z Jezusem wydaje Ci się trochę trudna do zrealizowania; nie można dojść do tego w jednym dniu...
      Chciałabym poprzez bardzo proste porównanie postarać się o to, byś zrozumiał, jak Jezus miłuje dusze nawet niedoskonałe, które Mu zaufały.
      Przypuśćmy, że pewien ojciec ma dwóch synów, nieposłusznych psotników; przychodzi ich ukarać, widzi, że jeden z nich trzęsie się i stoi z daleka zdjęty trwogą, czuje bowiem w głębi serca, że zasłużył na karę. Brat jego przeciwnie, rzuca się w ramiona ojca, mówiąc, że żałuje, iż wyrządził mu przykrość i kocha go, a chcąc to okazać, będzie odtąd grzeczny. A jeżeli jeszcze poprosi, by ojciec ukarał go pocałunkiem, nie wierzę, by serce szczęśliwego ojca mogło oprzeć się ufności dziecka, znając jego szczerość i miłość. Wie, że syn niejednokrotnie popełni te same winy, ale jest gotów zawsze przebaczyć, jeżeli syn ujmie go za serce... Nie wspominam o pierwszym dziecku, zapewne rozumiesz pytanie, drogi Braciszku - czy ojciec może go tak kochać i odnosić się z tą samą wyrozumiałością do niego jak do dziecka drugiego?...
      Tyle otrzymujemy od Boga, ile mamy ufności
- mawiała Teresa - gdyż tym, co zachwyca Boga w nas i przyciąga Go do nas, jest nasza ufność, spodziewanie się, oczekiwanie, pokładanie w Nim dziecięcej nadziei. Teresa pisze do s. Leonii: Zapewniam Cię, że Pan Bóg jest daleko lepszy, niż sądzisz. Zadowala się jednym spojrzeniem, jednym westchnieniem miłości... Co do mnie, to uważam, że praktyka jest bardzo łatwa; zrozumiałam, że należy tylko podbić Jezusa Serce...
      W czasach prawa bojaźni, przed przyjściem Pana naszego Jezusa Chrystusa, już prorok Izajasz mówił, przemawiając w imieniu Króla niebios: "Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu? (...) A choćby i ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie". Jakaż zachwycająca obietnica! Ach! My, które żyjemy pod prawem miłości, nie mamy korzystać z ujmujących względów okazywanych nam przez naszego Oblubieńca?... Umiejmy zatem zatrzymać jako więźnia tego Boga, który żebrze o miłość naszą. Najmniejsza czynność wykonana z miłości zachwyca Jego Serce... Ach! Gdyby trzeba było dokonać wielkich rzeczy, czy nie byłybyśmy pożałowania godne? Ale jakże jesteśmy szczęśliwe, skoro Jezus pozwala się uwięzić najmniejszymi rzeczami!
      Tak słodko pomagać Jezusowi naszymi drobnymi ofiarami, pomagać Mu w zbawianiu dusz, które odkupił ceną Krwi swojej i które czekają tylko na naszą pomoc, by nie runąć w piekło...
      Zdaje mi się, że również i nasze radości do tego samego służą celu. Trzeba nam jedynie wyrzec się zbyt samolubnego zajmowania się swoim szczęściem, a natomiast ofiarować naszemu Oblubieńcowi drobne radości, jakie rozsiewa na drodze życia, by zachwycić nasze dusze i pociągnąć je wzwyż do Siebie.
      Tym, co najbardziej i najczęściej wstrzymuje nas przed całkowitym zaufaniem Bogu, jest świadomość popełnionych ciężkich win. Wyrzuty sumienia i wstyd z powodu grzechów powodują często, że już się nie spodziewamy wielkich łask od Niego, zaczynamy ograniczać nasze pragnienia świętości. Rozczarowani sobą, zniechęcamy się i nie lgniemy już do Serca Bożego z takim jak dawniej żarem miłości. Jest to dowód, że nasze uświęcenie opieraliśmy na własnej sprawiedliwości i wysiłkach. Teresa zaś mówi: Wspomnienie moich przewinień upokarza mnie, skłania mnie do tego, by nie opierać się nigdy na własnych siłach, które są jedynie słabością. (...) Nie wysuwam się na pierwsze miejsce, ale pozostaję na ostatnim; zamiast występować naprzód z faryzeuszem, powtarzam z ufnością pokorną modlitwę celnika; nade wszystko jednak naśladuję zachowanie się Magdaleny. Jej zadziwiającą, a raczej pełną miłości śmiałość, która oczarowała Serce Jezusa, i mnie zachwyca.
      Gdy Bóg raz odpuści grzech czy brud, nie wypomina go już więcej ani nie umniejsza swej łaski. Nie sądzi bowiem dwa razy za jedno. I chociaż zapomina On o złości i grzechu, raz je przebaczywszy, my nie powinniśmy zapomnieć o naszych dawnych grzechach dla trzech powodów: aby mieć zawsze okazję do nieufności względem siebie; aby mieć zawsze za co dziękować Bogu; aby tym bardziej ufać Bogu i więcej od Niego otrzymać. Jeśli bowiem, będąc w grzechu, otrzymaliśmy tak wielkie dobro, to o ileż większych łask możemy się spodziewać, trwając w miłości i wolni od grzechu?
      Dla Teresy wspomnienie dawnych grzechów i niewierności mówi bardziej jeszcze o miłosierdziu i miłości Boga. Jest bowiem niemożliwe, aby winy nasze nie spłonęły bezpowrotnie, gdy się je rzuca z ufnością dziecięcą w gorejące ognisko miłości!

Miłość
      Duszą Małej Drogi -"duchowego dziecięctwa" jest miłość. W przestrzeni miłości dokonuje się przemiana ludzkiego serca, a celem tego duchowego programu naszej Świętej jest dotarcie do Boga. Bez miłości nie może być mowy o wierności, wyrzeczeniach, ofiarności i zapominaniu o sobie nie tylko w życiu ukrytym. Miłość do Jezusa stała się dla Teresy sensem jej życia; myślenia, działania. Jezus jest jej jedyną Miłością, ambicją i męczeństwem: Ufność i nic tylko ufność, winna nas prowadzić do miłości. Wszystkiego spodziewała się po Bogu i ufała, że wszystko od Niego otrzyma, a gorąco pragnęła "wiedzy Miłości" i o nią zabiegała. Wie, że jedynie ufność złożona w Bogu przemienia człowieka w Jego miłość, która jest darem zupełnie darmo danym. Teresa mówi: Wiem dobrze, że tylko miłość może uczynić nas miłymi Bogu. Ona jest jedynym dobrem, o które się ubiegam. Spodobało się Jezusowi wskazać mi drogę, która wiedzie w sam Boski żar. Tą drogą jest zaufanie małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach swego Ojca.
      Chrystus miłuje nas. Dlatego pobudza, przyciąga, usilnie prosi i zabiega o przyjęcie Jego miłości i o odwzajemnienie jej przez naszą miłość. Teresa wie, że Jezus jest trawiony, rozpalony i wyniszczany pragnieniem miłości. On wielokrotnie powtarza: Pragnę..., pragnę miłości: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę(J 14,23). Kto Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego (J 14,21). Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?(J 21,15). Jezus nie tylko słowem żąda naszej miłości, ale przede wszystkim własną postawą, przez którą wyraża Ojca i swoją miłość do świata: Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje (1J 3,16).
      Jezus, pragnąc naszej miłości, domaga się wszystkich naszych mocy duchowych; zdolności myślenia i możliwości poznawczych, doświadczeń duchowych i cielesnych. Innymi słowy najgłębsze i jedyne szczęście człowieka jest w tym, że posiada zdolność do miłowania Boga całym sobą. Wszelkie działanie chrześcijanina powinno wstępować na służbę miłości, aby w ten sposób zbliżać się do poznania miłości Chrystusa przewyższającej wszelką wiedzę (Ef 3,19). Dlatego Teresa nalega: On nie potrzebuje naszych dzieł, lecz jedynie naszej miłości, ponieważ ten sam Bóg, który oświadcza, że jeśliby łaknął, nie potrzebuje nam o tym mówić, nie obawia się żebrać o trochę wody u Samarytanki. On pragnął... Lecz mówiąc: "daj mi pić", Stwórca świata domaga się miłości od swego biednego stworzenia. On pragnął miłości... Ach! Czuję to teraz więcej niż kiedykolwiek; Jezus jest spragniony! Od swych uczniów żyjących na świecie doznaje tylko niewdzięczności i obojętności, a pomiędzy swymi wybranymi uczniami mało - niestety - znajduje serc, które oddają Mu się bez zastrzeżeń, które rozumieją całą czułość Jego nieskończonej Miłości. Dla Teresy Jezus jest Boskim żebrakiem miłości. Jej życiową dewizą stały się słowa św. Jana od Krzyża: Miłość odwzajemnia się tylko miłością.
      Przed swoimi obłóczynami Teresa napisała do s. Agnieszki: Tak bardzo chciałabym Go kochać!... Kochać tak, jak nigdy jeszcze nie był kochany!... jedynym moim pragnieniem jest pełnić zawsze wolę Jezusa! Teresa pragnie kochać Jezusa do szaleństwa za tych wszystkich, którzy Go nie kochają. Miłować Go nieskończenie, namiętnie, z zazdrosną wprost starannością, całą swą mocą miłowania, we wszystkich momentach życia i ze wszystkich sił swego serca. Jezus stał się dla niej najwyższą Prawdą i najwyższą Wartością. Mówiła: Jeden tylko Jezus jest, wszystko inne nie jest... kochajmy Go zatem do szaleństwa. Do swojej siostry Celiny pisała z nowicjatu: Miłość Jezusa do ciebie zrozumieć zdoła jedynie Jezus! Jezus popełniał szaleństwa dla ciebie, zatem i ty również czyń dla Jezusa szaleństwa... Za miłość płaci się tylko miłością, a rany zadane miłości zagoić może tylko miłość.
      Kiedy Teresa odkryła swoje powołanie - aby być miłością w Sercu Kościoła - z zachwytem i wdzięcznością zawołała: O świetlista Latarnio miłości, wiem, jak dojść do Ciebie. Odkryłam tajemnicę przywłaszczania sobie Twego płomienia. Jestem tylko słabym i nieudolnym dzieckiem, lecz właśnie ta moja słabość ośmiela mnie, by oddać się jako ofiara Twojej Miłości, o Jezu! Niegdyś Bóg Mocny i Potężny przyjmował tylko ofiary czyste i bez skazy. Dla zadośćuczynienia Sprawiedliwości Bożej trzeba było ofiar doskonałych, lecz prawo lęku ustąpiło prawu Miłości, a Miłość wybrała na ofiarę całopalną mnie, stworzenie słabe i niedoskonałe... Czyż wybór ten nie jest godny Miłości?... Tak, bo aby Miłość była w pełni zaspokojona, musi się zniżyć, zniżyć aż do głębin nicości i tę nicość przemienić w ogień.
      Rok przed swoją śmiercią Teresa zapisuje szczegółowy program wierności w miłowaniu Jezusa, który polega na wykorzystywaniu małych rzeczy, i nazywa to rzucaniem kwiatów: W jaki sposób małe dziecko okaże swą miłość, skoro miłości dowodzi się czynami? Otóż dziecię będzie rzucać kwiaty, ich wonią nasyci tron królewski i swym srebrzystym głosem śpiewać będzie pieśń Miłości... Tak, mój Ukochany, w taki sposób spalać się będzie moje życie... Mam tylko jeden sposób, by okazać Ci moją miłość: rzucanie kwiatów, to znaczy, że nie opuszczę żadnej okazji do ofiary, choćby najmniejszej; żadnego spojrzenia, żadnego słowa, wykorzystam najdrobniejsze nawet czyny, by je pełnić z miłości. Chcę cierpieć z miłości i cieszyć się miłością. W ten sposób będę rzucać kwiaty przed Twoim tronem. Nie pominę żadnego, by go nie oberwać z płatków dla Ciebie... Potem, rzucając moje kwiaty, będę śpiewać (czyż można płakać, pełniąc tak radosną czynność?). Będę śpiewać nawet wtedy, gdy trzeba mi będzie zrywać kwiaty pośród ciemności, a śpiew mój będzie tym bardziej melodyjny, im ciernie będą dłuższe i ostrzejsze. Oto ten deszcz wonny, te delikatne listki bez żadnej wartości, ta pieśń miłości najmniejszego spośród wszystkich serc oczarują, Jezu, Ciebie. Tak, te "nic" sprawią Ci radość, wywołają uśmiech Kościoła Tryumfującego. On to odbierać będzie ode mnie płatki, które miłość zerwie z kwiatów, a złoży je na chwilę w Twoich, o Jezu, Boskich Rękach, przez co nabiorą nieskończonej wartości. Następnie - niby bawiąc się ze swoim dzieckiem - rzucać je będziesz, o Panie, na Kościół cierpiący, by ugasić płomienie; na Kościół walczący, by mu dopomóc do zwycięstwa.
      Program ten jest bardzo charakterystyczny dla św. Teresy. Zachwyca nas ona swoim totalnym oddaniem się miłowaniu, stałością, radością, nastawieniem na ofiarowanie się i czułą zażyłością z Jezusem. W zakonie żyła ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Swoją szaloną wielkodusznością i niezwykłą uwagą serca okazywała Jezusowi czynem wolę oddania się i wszechogarniającą wierność. Z czułej i delikatnej miłości do Niego czerpała tę samą jakość miłowania swych sióstr.
      Streszczenie drogi świętości i miłości Teresy znajdujemy na bilecie, jaki od czasu swej profesji zakonnej nosiła na swym sercu: O Jezu, mój Boski Oblubieńcze, obym nigdy nie utraciła drogiej szaty mego chrztu! Zabierz mnie, zanim zdołam popełnić choćby najlżejszą, dobrowolną winę. Niech zawsze szukam i znajduję tylko Ciebie. Niech stworzenia będą dla mnie niczym, a ja niczym dla nich. Ty zaś, o Jezu, bądź dla mnie wszystkim! Jezu, proszę Cię tylko o pokój i miłość, miłość nieskończoną, której jedyną granicę stanowisz Ty sam... Miłość, która nie będzie już moja, ale Twoja, mój Jezu. Niech dla Ciebie umrę śmiercią męczeńską, niech poniosę męczeństwo serca lub ciała, albo raczej oba razem... Daj mi wypełnić moje śluby w całej doskonałości i dozwól mi zrozumieć, jaką powinna być Twoja oblubienica. Spraw, bym nigdy nie była ciężarem dla Zgromadzenia. Niech nikt się mną nie zajmuje. Niech dla Ciebie, Jezu, będę zdeptana stopami, zapomniana jak ziarnko piasku. Niech jak najdoskonalej spełni się we mnie Twoja wola... Jezu, spraw, żebym zbawiła wiele dusz...
      Święta swoją Małą Drogę adresowała do tych, którzy posiadają podobne jak ona pragnienie miłowania Boga. To pragnienie chciała u innych umocnić, wyzwolić lub jeśli trzeba - obudzić. Pomyślmy, jak cennym darem Boga na nasze czasy jest duchowość św. Teresy. Należy podkreślić, że zwieńczeniem Małej Drogi i jej konsekwencją jest Akt Ofiarowania się Miłości Miłosiernej.