|
Św. Teresa od Jezusa opisując w Księdze Życia drogę, którą Jezus prowadził ją aż do zjednoczenia z sobą, mówi o dwu bramach: o bramie modlitwy i poznania siebie oraz o bramie Człowieczeństwa Jezusa.
„Drogą do tych łask wielkich, które mi uczynił Pan, i Bramą jest modlitwa i rozmyślanie. Zamknąwszy te drzwi nie wiem, jakim sposobem może kto je otrzymać, bo choć Pan wejść do duszy pragnie i mieć w niej rozkosz swoją i napełnić ją rozkoszą, nie ma którędy - bo chce ją mieć samą, czystą i przyjścia Jego pożądającą” (Życie 8, 9).
Druga brama prowadzi do twierdzy, jaką jest dusza ludzka. Św. Teresa mówi: „Po niezliczone razy przekonałam się, że przez tę Bramę Najświętszego Człowieczeństwa potrzeba nam wchodzić, jeśli chcemy, aby Boski Majestat objawił nam tajemnice swoje. Niezmiernie wiele na tym zależy, byśmy, póki żyjemy w tym ludzkim, ciele mieli przed oczyma Chrystusa Pana w ludzkiej postaci Jego” (Życie 22, 6-9).
Nawet przy modlitwie ustnej, chodzi o to, by mieć ciągle przed oczyma Jezusa i myśleć o Nim, patrzeć na Niego i zachować świadomość tego: z kim mówię; kim jestem ja, który mówię; o co proszę i dlaczego.
„Zacznijcie modlitwę - mówi Teresa - rozmyślaniem, kto jest Ten, do którego mówić macie. O to tylko was proszę: gdy rozmawiacie z Bogiem, nie myślcie o rzeczach obcych; kto tak czyni, ten nie wie, co to jest modlitwa myślna” (Droga doskonałości 22, 7-8).
W modlitwie chrześcijańskiej centralne miejsce zajmuje umiłowanie Człowieczeństwa Chrystusa, które zgłębiamy czytając Ewangelię. Toteż zanim zaczniemy cokolwiek mówić do Boga, należy - radzi Teresa - zatroszczyć się o to, by znaleźć się w obecności Człowieczeństwa Jezusa, które jest bramą wprowadzającą do modlitwy wewnętrznej.
„Ponieważ jesteś sama, postaraj się, córko - mówi Teresa - o towarzystwo. A jakież mogłabyś znaleźć lepsze nad towarzystwo samego Mistrza, który nauczył nas tej modlitwy? Przedstaw sobie Pana stojącego tuż przy tobie i patrz, z jaką miłością i jaką pokorą raczy ciebie nauczać. Wierz mi, tak dobrego przyjaciela nigdy nie powinnaś odstępować. Gdy się przyzwyczaisz być zawsze w obecności Jego, a On będzie widział, że czynisz to z miłością i starasz się we wszystkim podobać się Jemu, już się od Niego - jak to mówią - nie odczepisz” (DD 26, 1).
Na trudności w skupieniu się Teresa ma takie rady:
Przemagać siebie samego, zamknąć oczy i wyobrazić sobie Jezusa tak, jak mamy Go w pamięci. Jeśli nie ma Go w pamięci, to pomóc sobie obrazem Chrystusa.
„Nie łudźcie się, kto teraz nie chce się zdobyć na zadanie sobie nieco gwałtu, aby choć oczy powściągnął i starał się we wnętrzu swoim oglądać Pana, ten bez wątpienia tym bardziej nie miałby odwagi stanąć z Magdaleną pod krzyżem. Jako środek wielce ku temu pomocny, radzę każdej, by postarała się dla siebie o jakiś, według własnego upodobania, obrazek lub figurę Pana naszego, nie po to, by je nosić ukryte w zanadrzu i nigdy nie spojrzeć na nie, ale aby przed tym wyobrażeniem jak najczęściej z Nim rozmawiać. On sam poda wam do serca, co Mu macie powiedzieć” (DD 26, 7).
Nie chodzi tutaj o jakąś przelotną praktykę stawania w obecności Chrystusa i patrzenia na Jego Człowieczeństwo. Idzie o miłość, o coś więcej niż oczarowanie czy upodobanie. Idzie o sposób życia i modlitwy w obecności Chrystusa. Do tego nie trzeba wielkiej wiedzy ani błyskotliwych rozmyślań. Potrzeba miłości!
Teresa mówi: „O siostry, niezdolne - jak się skarżycie - długo rozważać ani utrzymać myśli bez ciągłych roztargnień, nawykajcie do patrzenia na Chrystusa. Nawyknijcie do tego! Kto będzie nad tym pracował, pozyska sobie najlepszego Mistrza. Nie żądam od was wielkich o Nim rozmyślań ani natężonej pracy rozumu, ani zdobywania się na piękne myśli i uczucia - żądam tylko, byście na Niego patrzyły”.
Teresa jest realistką i na zarzut, że ktoś nie ma wyobraźni albo nie może znieść widoku umęczonego Zbawiciela, odpowie: „Potraficie znieść widok rzeczy wstrętnych, a nie miałybyście patrzeć na rzecz najpiękniejszą, jaką sobie umysł nasz przedstawia? Zważcie, że On niczego więcej od nas nie żąda tylko spojrzenia, i w każdej chwili, skoro zechcecie, znajdziecie Go. I tak pragnie, byśmy Nań spoglądały, że nie opuszcza żadnego starania”.
O jaki sposób kontemplacji Chrystusa tutaj chodzi? Można bowiem kontemplować Człowieczeństwo Chrystusa statycznie, schematycznie, zależnie od wyboru czytań czy rozmyślań na rekolekcjach. Teresa jednak mówi o kontemplacji dynamicznej i bardzo życiowej!
Jeśli jesteście w usposobieniu radosnym, patrzcie na Pana chwalebnego. Samo przedstawienie sobie Jego wyjścia z grobu jako Zmartwychwstałego napełni duszę waszą weselem. Jeśli jesteście smutne i w strapieniu - patrzcie na Pana w Ogrójcu. Wielki smutek był w Jego oczach, tak iż skarżył się; patrzcie na Pana przy słupie nasyconego boleścią i biczami poszarpanym w kawałki (por. DD 26, 2).
Świadomość tego, co aktualnie przeżywamy powinna wprowadzać nas w modlitwę. Teresa każe nam spojrzeć na nasze człowieczeństwo i określić to, co się w nas dzieje: „Jeśli jesteście w usposobieniu radosnym, patrzcie na Pana zmartwychwstałego... Jeśli jesteście smutne i w strapieniu - patrzcie na Pana w Ogrójcu”.
Odnajdujcie w przeżyciach Chrystusa podobne do waszych stany, chwile i wydarzenia. Samo takie patrzenie na Jezusa już jest modlitwą serca, modlitwą zjednoczenia. Takie patrzenie wydobywa z nas i ujawnia zarówno nasze podobieństwa, jak i niepodobieństwa do Chrystusa. Czasem nasze radości są podobne, a czasem z tego, z czego ja się cieszę, Chrystus się smuci. Niekiedy cierpię i gniewam się z tego samego powodu, co Chrystus, kiedy indziej bardzo się różnimy! Z takiego patrzenia zawsze zrodzi się modlitwa.
Jeśli na ten widok serce wam zmięknie, jeśli patrząc na Oblubieńca waszego, uczujecie w sobie potrzebę przemówienia do Niego i wylania przed Nim serca swego, mówcie i owszem; tylko nie sadźcie się na piękne i wytworne wyrazy, ale w słowach prostych, wprost z serca idących, bo On takie tylko ceni (por. DD 26, 6). Bardziej Mu się podoba modlitwa pokornego pastuszka, który mówi do Niego jak umie, niż wytwornie ułożone mowy uczonych, gdy brak im pokory (por. DD 22, 4).
Teresa radzi, aby pójść za porywem serca, za miłością, która rozpoznaje miłość! „Starałam się przedstawić sobie Chrystusa w duszy mojej. Najlepiej wiodło mi się w rozważaniu tych tajemnic, w których Go oglądam więcej samego. Czułam, że będąc samotny i strapiony i jakoby pomocy potrzebujący łatwiej mnie do siebie przepuścić powinien. Szczególnie lubowałam się w rozważaniu modlitwy Jego w Ogrójcu i rada Mu w niej towarzyszyłam. Rozmyślałam o pocie i smutku, który tam ucierpiał... Tak pozostawałam z konającym Zbawicielem jak mogłam najdłużej, o ile pozwalały na to obce myśli moje i roztargnienia, bo zawsze miewałam ich wiele na udręczenie swoje” (Życie 9, 3).
Tak pojęte spojrzenie i umiłowanie obecności Chrystusa jest ważniejsze od słów, jakie wypowiadamy. „Więcej znaczy patrzeć na Jego obecność, niż wymawiać słowa. Jeśli modląc się ustami, wiem i czuję, że rozmawiam z Bogiem, i większą do Boskiej obecności Jego uwagę przywiązuję niż do słów, które wymawiam, wtedy łączę modlitwę wewnętrzną z ustną.
Kto by chciał dowodzić, że będzie to rozmowa z Bogiem, gdy odmawia Ojcze nasz czy Zdrowaś Maryjo, a przy tym myśl ma zajętą światem, taki argument wolę pominąć milczeniem” (DD 22, 1).
Św. Jan od Krzyża naucza, że rozważanie męki Jezusa ma tylko jeden cel: naśladować Go w cierpieniu i miłości, cierpliwie znosić uciski i prześladowania. Przenikaj więc w głąb Serca Jezusa, abyś poznał Jego wielką miłość. Jeśli spadną na ciebie cierpienia - staraj się cierpieć jako chrześcijanin, który nie narzeka i nie wstydzi się tego, że cierpi, ale wychwala Boga w Jezusie.
|