|
Zarówno Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI idą drogą wytyczoną Kościołowi przez II Sobór Watykański. Dzięki temu wciąż na nowo odkrywane jest bogactwo Ewangelii. Zatrzymajmy się nad przesłaniem Benedykta XVI, które w Wigilię Paschalną skierował do wiernych (22.03.08).
Odchodzę i przyjdę do was
"Jezus w mowie pożegnalnej zapowiedział uczniom swą rychłą śmierć i zmartwychwstanie. Powiedział: «Odchodzę i przyjdę znów do was» (J 14, 28). Śmierć jest odejściem. W przypadku Jezusa dokonuje się coś całkiem nowego, coś, co zmienia świat. Nasza śmierć jest odejściem definitywnym. Jezus natomiast mówi: «Odchodzę i przyjdę znów do was». Właśnie przez to odejście On przychodzi. Jego odejście daje początek zupełnie nowej i pełniejszej formie obecności. Przez swoją śmierć Jezus włącza się w miłość Ojca. Jego śmierć jest aktem miłości. Dlatego Jego odejście staje się nowym przyjściem - obecnością, która nigdy się nie kończy.
W swym ziemskim życiu Jezus, tak jak my wszyscy, był związany z określonym miejscem i określonym czasem. Nie możemy być jednocześnie w dwóch różnych miejscach. Nasz czas ma wyznaczony kres. A między «ja» i «ty» istnieje mur obcości. Jezus natomiast, który teraz poprzez akt miłości zostaje całkowicie przemieniony, wolny jest od takich barier i ograniczeń. On może przejść nie tylko przez zamknięte drzwi zewnętrzne, jak o tym opowiada Ewangelia (por. J 20, 19), ale może także przejść przez wewnętrzne drzwi między «ja» i «ty», przez zamknięte drzwi między «wczoraj» i «dzisiaj», między przeszłością i jutrem.
Jezus przez swój krzyż, śmierć i zmartwychwstanie wciąż dociera do nas. Możemy Go zobaczyć i dotknąć przez wiarę. Jego odejście staje się przyjściem i obecnością Zmartwychwstałego wczoraj, dziś i na wieki. On przychodzi również dziś do wszystkich czasów i miejsc. Ma moc, by pokonać także mur obcości, który oddziela «ja» i «ty». Paweł wyznaje: Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2, 20). Dzięki przyjściu Zmartwychwstałego Paweł otrzymał nową tożsamość. Jego zamknięte «ja» otworzyło się. Odtąd żyje w komunii z Jezusem Chrystusem - stał się kimś «jednym w Chrystusie» (Ga 3, 28).
W chrzcie Pan wchodzi w nasze życie
Drodzy przyjaciele, słowa Jezusa, wypowiedziane w Wieczerniku, teraz - przez chrzest - stają się na nowo aktualne dla was. W chrzcie Pan wchodzi w wasze życie przez drzwi waszego serca. Nie żyjemy już jeden obok drugiego czy jeden przeciw drugiemu. Jezus pokonuje wszystkie te drzwi. Tym jest chrzest: Zmartwychwstały przychodzi do was i swoje życie łączy z waszym życiem, otaczając was żywym ogniem swej miłości. Stajecie się jedno z Nim, a przez to sami stajecie się jednym. Osoby ochrzczone nigdy nie są sobie obce. Mogą nas dzielić kontynenty, kultury czy struktury społeczne. Lecz kiedy się spotykamy, znamy się dzięki temu, że mamy tego samego Pana, tę samą wiarę, nadzieję i miłość, które nas kształtują. Doświadczamy, że nasze istnienia mają ten sam fundament. Czujemy, że łączy nas ta sama głęboka tożsamość, dzięki której wszystkie różnice zewnętrzne, choćby były wielkie, okazują się drugorzędne. Żyjemy w jedności ze względu na naszą tożsamość. Stanowi ją Chrystus żyjący w nas. Tak więc w Panu staliśmy się sobie bliscy (por. Ef 2, 13).
Symbolika wody
Elementem podstawowym w chrzcie jest woda; oprócz niej jest światło, które w liturgii Wigilii Paschalnej pojawia się z wielką mocą. Przyjrzyjmy się tym dwóm elementom. W Liście do Hebrajczyków są słowa o Chrystusie. Nie mówi się w nich wprost o wodzie, ale poprzez odniesienie do Starego Testamentu wyłania się z nich tajemnica wody i jej znaczenie symboliczne. Czytamy tam: «Bóg pokoju na mocy krwi przymierza wiecznego wyprowadził spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec» (13, 20). W tym zdaniu pobrzmiewa echo słów z Księgi proroka Izajasza, gdzie mowa jest o Mojżeszu jako pasterzu, którego Pan wydobył z wody, z morza (por. 63, 11). A Jezus jawi się jako nowy, ostateczny Pasterz, który doprowadzi do końca to, co uczynił Mojżesz. On wyprowadza nas ze śmiercionośnych wód morskich, z wód śmierci.
Mojżesz został umieszczony przez swą matkę w koszyku i puszczony na wody Nilu. A następnie, dzięki Opatrzności Bożej, wyciągnięty z wody i ocalony z wód śmierci. Jezus dla nas zstąpił w mroczne wody śmierci. A na mocy swojej krwi, został wyprowadzony ze śmierci: Jego miłość zjednoczyła się z miłością Ojca i dzięki temu z głębi śmierci mógł powstać do życia. Teraz z wód śmierci wynosi nas do prawdziwego życia. Dokonuje się to w chrzcie. On przeprowadza nas przez tak mroczne często morze dziejów i wprowadza nas w prawdziwe życie. W chrzcie bierze nas jakby za rękę, prowadzi nas do prawdziwego i sprawiedliwego życia. Mocno uchwyćmy się Jego dłoni! Cokolwiek nas spotyka, nie puszczajmy Jego dłoni! Idźmy więc drogą, która prowadzi do życia.
Symbol światła i ognia
Grzegorz z Tours opowiada o używaniu w liturgii Wigilii Paschalnej nowego ognia, rozpalonego za pomocą szkła bezpośrednio od słońca. Otrzymywało się światło i ogień z nieba, by od nich zapalać wszystkie światła i ognie w ciągu roku. Jest to symbol tego, co celebrujemy w Wigilię Paschalną. Jezus Chrystus poprzez radykalizm swej miłości, w której spotkały się serce Boga i serce człowieka, rzeczywiście wziął światło z nieba i przyniósł je na ziemię. A jest to światło prawdy i ogień miłości, które przemienia życie człowieka. On przyniósł światło. I odtąd już wiemy, jaki jest Bóg oraz kim my jesteśmy i jaki jest cel naszego istnienia. Chrzest oznacza wprowadzenie ognia tego światła do naszego wnętrza. Dlatego w starożytnym Kościele chrzest był nazywany również sakramentem oświecenia: światło Boże wstępuje w nas i dzięki temu my stajemy się dziećmi światłości. Czuwamy, by nie zgasło w nas światło prawdy, które wskazuje nam drogę.
Ciemności mogą wydawać się wygodne. Zostaliśmy jednak powołani do światła. Ponawiając przyrzeczenia chrzcielne, zapalamy na nowo owo światło. Wyznajemy, że świat i moje życie nie są dziełem przypadku. Ich źródłem są wieczny Rozum i wieczna Miłość Boga. Tak, wierzę, że w Jezusie Chrystusie objawiło się oblicze Boga; że w Nim Bóg jest obecny pośród nas i prowadzi nas do celu - do wiecznej miłości. Tak, wierzę, że Duch Święty daje nam słowo prawdy i oświeca nasze serce. Wierzę, że w komunii Kościoła wszyscy tworzymy z Panem jedno ciało i tak idziemy ku życiu wiecznemu. Pan dał nam światło prawdy, które jest zarazem ogniem i mocą, która chce przemienić nasze serca.
W Eucharystii zwracamy się do Pana
W Kościele starożytnym istniał zwyczaj, że biskup po homilii wzywał wiernych: zwróćcie się teraz do Pana. Wierni zwracali się tam, gdzie wschodzi słońce, będące znakiem Chrystusa. Gdy sprawujemy Eucharystię, wychodzimy na spotkanie z Nim. Tam, gdzie z jakiegoś powodu było to niemożliwe, wierni zwracali się ku obrazowi Chrystusa w absydzie, bądź ku krzyżowi, który symbolizował Pana. Chodzi o akt wewnętrznego nawrócenia - o to, by w duchu zwrócić się do Jezusa Chrystusa jako prawdziwego światła. Z tym wiązało się też wezwanie: «w górę serca». Podnieście ducha! Przez to wezwanie jesteśmy zachęcani do odnowienia naszego chrztu. Wciąż bowiem musimy zwracać się do Jezusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Wciąż na nowo musimy chronić nasze serce przed siłą, która ściąga je w dół, a wznosić je ku górze: w prawdzie i w miłości".
Dziękujmy Panu, że mocą swego słowa i świętych sakramentów pociąga nasze serca ku górze. Prośmy Go: Panie, spraw, abyśmy się stali ludźmi światła, w których płonie ogień Twej miłości.
|