|
Czym jest nadzieja? Dlaczego Benedykt XVI ogłasza encyklikę o nadziei i dlaczego przez sześć dni przypominał Amerykanom, że Jezus Chrystus jest ich nadzieją? Dlatego, że dzisiejszy człowiek traci nadzieję. Traci wiarę w istnienie rzeczywistości sięgającej poza doczesność.
Nadzieja została nam dana
Papież w swej encyklice naucza, że wraz z odkupieniem „została nam dana nadzieja, nadzieja niezawodna, mocą której możemy stawić czoło naszej teraźniejszości: teraźniejszość, nawet uciążliwą, można przeżywać i akceptować, jeśli ma się jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi” (Spe salvi, 1).
Nadzieja jest zatem darem miłującego nas Boga Ojca. Jego dobroć jest tak wielka, że człowiekowi (już niemowlęciu), który przyjmuje chrzest, udziela cnoty nadziei razem z cnotą wiary i miłości. Ojciec Święty podkreśla, że jest to „nadzieja niezawodna, mocą której możemy stawić czoło naszej teraźniejszości”. W tym określeniu wybrzmiewa głębokie przekonanie Papieża, że przeżywana teraźniejszość może być nawet bardzo uciążliwa, ale dzięki otrzymanej nadziei człowiek ma moc, by ją zaakceptować. Akceptuje ją z uwagi na cel, do którego dąży, a jest to „cel tak wielki, że on usprawiedliwia trud drogi”.
Jako dziecko byłem deportowany wraz z rodzicami na Syberię. Przez sześć lat przebywaliśmy na wygnaniu, w nieludzkich warunkach. Żyliśmy nadzieją, że powrócimy do Ojczyzny. O tę łaskę prosiliśmy Boga przez przyczynę Maryi, odmawiając codziennie Różaniec. I stało się. Wróciliśmy do kraju. Uratowała nas nadzieja.
W kim pokładamy nadzieję?
Dziś żyjemy w wolnej Ojczyźnie. Niektórzy Polacy mają bardzo dobre warunki egzystencji, ale wielu żyje niestety na granicy ubóstwa. Paradoksalnie jednak to nie bogaci są ludźmi nadziei, którą daje Bóg. Często bowiem pokładają oni swą nadzieję w dobrach materialnych. Ich aspiracje nie wykraczają poza doczesność. Żyją tak, jakby Boga nie było, nie myślą o życiu wiecznym. Ludzie o takim nastawieniu nie są świadomi tego, że zostało im ofiarowane odkupienie, a wraz z nim nadzieja. Celem człowieka o nastawieniu konsumpcyjnym jest doznawanie przyjemności (alkohol, seks, narkotyk). Z powodu takiej postawy wzrasta w nim poczucie pustki i nudy, a jego życie duchowe zamiera. Gaśnie w nim pragnienie spotykania się z Bogiem na modlitwie. Człowiek o nastawieniu konsumpcyjnym gubi w końcu perspektywę celu ostatecznego - czyli nadziei, którą daje Bóg-Miłość.
Ojciec Święty - świadom groźnego zjawiska zachwiania się nadziei już nie tylko w jednostkach, ale w całych społeczeństwach - przypomina, że jedyną, prawdziwą i ostateczną nadzieją dla całej ludzkości jest Jezus Chrystus.
„Wiara jest nadzieją”
Przesłanie Benedykta XVI brzmi: „Wiara jest nadzieją”. Innymi słowy: bez wiary nadzieja jest niemożliwa. Chodzi tu o wiarę w Boga, a nie o wierzenie w byle co, np. w jakieś bóstwo. Istnieje bowiem tylko jeden Bóg. I tylko On jest gwarantem naszej nadziei. „Trzeba powiedzieć - naucza Papież - że chrześcijańskie orędzie nie tylko 'informuje', ale również 'sprawia'. Oznacza to: Ewangelia nie jest jedynie przekazem treści, które mogą być poznane, ale jest przesłaniem, które tworzy fakty i zmienia życie. Mroczne wrota czasu przyszłości, zostały otwarte na oścież. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie” (Tamże, 2).
Podkreślmy myśl Papieża: Ewangelia nie jest tylko zbiorem informacji. Ona „jest przesłaniem, które tworzy fakty i zmienia życie”. W niej została zawarta moc, która zmienia serce człowieka - skierowuje je ku miłości Boga. Na co dzień docierają do nas różne komunikaty. Wystarczy, że wejdziemy na jakiś portal internetowy, a zaleje nas powódź informacji na różne tematy. Niestety, mogą to być takie treści, które poniżają godność człowieka, a nawet go degradują.
Ojciec Święty zwraca więc uwagę, że głoszone przez Kościół orędzie Chrystusa nie jest tylko przekazem informacji, np. o Bogu, o Jego wszechmocy czy miłości. Głoszenie Ewangelii jest bowiem tak niezwykłe, że „sprawia i tworzy fakty”. Św. Jan uczy, że tym wszystkim, którzy przyjęli Chrystusa, daje On moc, aby się stali dziećmi Bożymi (J 1, 12).
Zilustrujmy tę prawdę konkretem. Pewien człowiek nie znał Boga. Popełnił w swym życiu wiele grzechów. Na szczęście spotkał księdza misjonarza, od którego usłyszał, że Bóg go kocha. Uwierzył w Jezusa i przyjął chrzest. Poprzez sakrament chrztu Bóg sprawił, że człowiek ten stał się Jego umiłowanym dzieckiem. Dla niego więc głoszenie Ewangelii nie było tylko przekazem informacji o Bogu, ale wiązało się z bezpośrednim doznaniem Jego stwórczej mocy. Dzięki tej mocy nowo ochrzczonemu zostały odpuszczone grzechy i stał się on dzieckiem Boga. Otrzymał zdolność uczestniczenia w Jego życiu. Doświadczył tego, co Jezus zapowiedział: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, ten będzie zbawiony” (Mk 16, 16). Kto się nawraca do Boga, ten wraz z łaską wiary, nadziei i miłości otrzymuje nowe życie - uczestniczy w życiu Trójcy Świętej.
„Kto ma nadzieję, żyje inaczej” - naucza Papież. Znaczy to, że chrześcijanin powinien „żyć inaczej”. Niestety, nie zawsze tak jest. Ojciec Święty boleje nad tym, że wielu chrześcijan żyje tak, jakby ich serc nie dotknęła łaska chrztu świętego, jakby nigdy nie spotkali Jezusa. Ich zachowanie mówi, że nie mają oni nadziei. Tkankę ich życia duchowego niszczy grzech i toczy rak zwątpienia. Wypaliła się w nich wiara w miłość Boga, a w ich sercach zanikła nadzieja na życie w radosnej przyjaźni z Nim.
Bóg dawcą nadziei
Papież stawia pytanie: Na czym polega owa nadzieja, która jest zbawieniem? I odpowiada słowami św. Pawła: „Zanim Efezjanie spotkali Chrystusa, nie mieli nadziei, ponieważ nie mieli Boga na tym świecie (por. Ef 2, 12). Poznać Boga - prawdziwego Boga - oznacza otrzymać nadzieję” (Tamże, 3).
Spotkanie z Chrystusem zawsze owocuje nadzieją. Kto nie ma nadziei, ten nie ma i Boga w sercu. Ojciec Święty wskazuje drogę ku nadziei. A jest to droga wiary. Wiara zaś pozwala zaufać Bogu i przylgnąć do Serca Jezusa, który oddał za nas życie. Pisze o niej św. Piotr, wyrażając Wszechmocnemu swą wdzięczność: Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei (1 P 1, 3).
Dramatem wielu chrześcijan jest to, że zagubili nadzieję i utracili wiarę w tę niezwykłą rzeczywistość, którą ofiarował im zmartwychwstały Pan. On - za cenę swego życia i swej męki - na nowo zrodził nas do żywej nadziei. To zrodzenie dokonuje się w świecie przez posługę Kościoła. Jeśli człowiek ochrzczony utraci wskutek grzechów nadzieję, że Bóg go kocha, to może ją odzyskać w sakramencie pojednania.
Jezus nadzieją dla świata
Człowiek głodny potrzebuje chleba, chory - zdrowia, a niekochany - miłości. Źródłem zaś miłości i nadziei dla świata jest Jezus. Każdy, kto Mu zaufa, nie pogrąża się w beznadziei i rozpaczy. Dziś z jednej strony chlubimy się nowymi sposobami komunikowania się między sobą, a z drugiej strony mamy problem z komunikowaniem się z Bogiem. Nasze relacje z Nim są często chłodne i bezosobowe. Im bardziej pokładamy nadzieję w dobrach materialnych, tym bardziej zagrożona jest nasza wiara, że Jezus jest nadzieją dla świata.
Jezus zanim odszedł do Ojca, skarżył się: Nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie (J 5, 40). I dziś nie brakuje ludzi, którzy nie chcą do Niego przyjść. Nie marnujmy daru, jaki otrzymaliśmy od Pana. Przestrzega nas przed tym Apostoł: Napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej (2 Kor 6, 1).
Na szczęście w ciągu wieków całe rzesze ludzi z radością przychodziły (i przychodzą) do Jezusa, otwierając swe serca na łaskę nadziei, którą tylko On może dać.
|