strona główna Kult Serca Bożego

Jezus na mojej drodze wiary

 

(Łk 24, 13-35)

      Na kartach Ewangelii jedynie św. Łukasz pisze o spotkaniu Jezusa z uczniami zmierzającymi do Emaus. Zmartwychwstały Pan przyłączył się do wędrowców, aby zawrócić ich z drogi zwątpienia..

Jezus zna ludzkie serce
      Dwaj uczniowie Jezusa opuszczają Jerozolimę i udają się do Emaus. Byli przekonani, że Wielki Piątek zniweczył ich nadzieje. Po hańbiącej śmierci Jezusa pogrążyli się w beznadziei i rozpaczy. Na horyzoncie ich myśli i uczuć była pustka i ciemność. Nie widzieli dla siebie żadnej przyszłości. Nie mogli wykrzesać z siebie najmniejszego aktu wiary. Czuli się totalnie przegrani. Wracali do swego dawnego życia. Wtedy sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Jezus zawsze zdąży, by stanąć na drodze naszych trudnych i bolesnych problemów. Pyta przyjaźnie: Cóż to za rozmowy ze sobą prowadzicie.

      Nasz Pan wie, co kryje się w ludzkim sercu. Pragnie jednak, by człowiek sam wypowiedział problem, który go dręczy. Tak było w spotkaniu z niewidomym spod Jerycha. Jezus, Boski Uzdrowiciel zapytał: Co chcesz, abym ci uczynił? I usłyszał żarliwą modlitwę: Panie, abym przejrzał (Mk 10, 51).
      Wypowiadanie przed Jezusem swoich problemów jest wyrazem wiary i ufności w Jego moc. Zwierzenie się ze swych bólów życzliwemu człowiekowi przynosi ulgę, a cóż dopiero, gdy wypowie się swój ból przed Jezusem, którego Serce jest pełne dobroci i miłości! Jezus mnie zna i miłuje. Zna mnie i jest gotów przyjść mi z pomocą. Wystarczy jeden akt wiary z mojej strony, by On wkroczył w moje życie.

Jezus ukazuje sens wydarzeń
      Każdy człowiek potrzebuje kogoś, kto go zrozumie i wysłucha. Jezus umie słuchać. Nikt nie potrafi tak cierpliwie wysłuchać nas, kiedy się zwierzamy z naszych troski i problemów, jak On. Gdy zapytał uczniów o treść ich rozmowy, oni zatrzymali się smutni. Wyraz ich twarzy zdradzał, co kryło się w ich sercach. Powodem ich zmartwienia i smutku był właśnie Jezus. Powiedzieli Mu, że mają żal i pretensje do Jezusa z Nazaretu, że ich rozczarował, że inaczej wyobrażali sobie misję Mesjasza. Wykluczali to, że może On cierpieć i umrzeć na krzyżu.
      Mieli zaufanie do tego nowego towarzysza drogi, więc wylewali przed Nim swe żale. Szczerze i zapewne z bólem serca oświadczyli: a myśmy się spodziewali...
      Jezus nie pyta ich, czego się spodziewali, ale karcąc ich niedowiarstwo, wyjaśnia: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały?
      Ileż cierpliwości okazał Jezus, by dotrzeć do wątpiących serc uczniów ze swą wizją odkupienia. Chętnie Go słuchali. Każde Jego słowo otwierało ich serca na zupełnie nową - paschalną wizję życia. Zaczęli pojmować, że trzeba było, aby Mesjasz przez cierpienie najpierw sam wszedł do swej chwały, a następnie wprowadził do niej tych, którzy w Niego uwierzą.

Przymusili Go - z radością został z nimi
      Łukasz podkreśla, że przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi”.
      Odkrywamy tu delikatność Boskiego Mistrza. On nikomu nie narzuca swej przyjaźni. Nikogo nie zmusza, by Go przyjął i razem z Nim przeżywał swe życie. On okazywał, jakoby miał iść dalej. Taki jest Bóg. Szanuje wolność człowieka. Z jednej strony gorąco pragnie przyjść mu z pomocą w rozwiązaniu jego życiowych problemów, a z drugiej strony nie chce naruszać jego wolności. Tak więc Jezus na pewno z radością przyjął owo zaproszenie uczniów.
      A czy zostałby z nimi, gdyby Go nie przymusili? Zapewne nie. Poszedłby dalej - z uczuciem, że swoi Go nie przyjęli. Swoi to znaczy ci, którzy ciągle nie mogli pojąć, że dzieła odkupienia dokona On przez cierpienie. Na szczęście uczniowie otworzyli swoje serca na Jego słowo. Pozwolili, by ono w nich zaowocowało - wiarą. Jezus nie zawiódł się. Z radością został z nimi, aby mogli mieć udział w misterium Jego miłości i ofiary.

Eucharystia miejscem rozpoznania Jezusa
      Jezus wszedł więc, by zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu.
      Łatwo wyobrazić sobie zdumienie uczniów. Oto nagle pojęli to, co już wcześniej czuli w swych sercach. Boski Mistrz rozpalał je bowiem swą obecnością i swoim słowem. Uczniowie byli nie mniej zaskoczeni, gdy Mistrz nagle zniknął im z oczu. Dał im przez to do zrozumienia, że teraz żyje w innej przestrzeni. Nie nadszedł bowiem jeszcze czas, abyśmy mogli przebywać ze Zmartwychwstałem Panem i widzieć Go w nowym przemienionym ciele. Najpierw mamy dawać świadectwo, że On jest Mesjaszem i Odkupicielem każdego człowieka.. Trzeba powrócić do Jerozolimy - do swej codzienności, do braci i sióstr, którzy jeszcze nie uwierzyli w Zbawiciela świata i nie przyjęli Jego orędzia.

      Każdy człowiek przeżywa na swej drodze wiary chwile trudne, chwile próby. Nieraz podejmuje decyzję o ucieczce z „Jerozolimy do Emaus”, czyli idzie w stronę przeciwną, niż paschalna droga Jezusa umęczonego i zmartwychwstałego. Na szczęście Jezus staje na naszej drodze do „Emaus” i pyta: co nas boli, czym się martwimy. Pozwala nam wyrzucić z siebie nasze rozczarowania czy pretensje do Boga. Cierpliwie słucha naszych skarg. Daje nam czas na wypowiedzenie ich, a jednocześnie rozświetla horyzont naszej wiary światłem swojego słowa. W sposób szczególny czyni to wtedy, gdy jednoczymy się z Nim w Eucharystii. Wtedy nasze serca na nowo pałają miłością. Za tak dobre Serce Pana niech będzie Mu chwała, cześć i uwielbienie!

Jezus Chrystus na naszej drodze wiary
      Spotkanie Jezusa z uczniami dla nas jest wciąż aktualne. Wprawdzie minęły wieki, zmieniła się mentalność ludzi, ale nie zmienił się Jezus. On, wczoraj i dziś, zawsze jest ten sam (Hbr 13,8). Chrześcijanin wierzy, że Jezus pragnie oświetlać jego drogę wiary. Podobnie jak kiedyś wyprowadził On swych uczniów ze zwątpienia, tak i dzisiaj może ożywić naszą wiarę i olśnić naszą codzienność blaskiem swej chwały.
      Uczniowie z wiarą przyjęli słowa Jezusa i serca ich zapłonęły ogniem miłości. Dzisiaj Słowo Boże posiada taką samą moc. Kto przyjmuje je z wiarą, ten otrzymuje łaskę nawrócenia i zanurza się w Jezusowy świat miłości i pokoju.

      Uczniowie, zanim spotkali Jezusa na swej drodze, fałszywie oceniali to, co się stało i Jego obwiniali za zaistniałą sytuację. Tymczasem prawda była taka, że to oni nie potrafili przedrzeć się przez zasłonę znaków i odkryć w owych wydarzeniach paschalnych Bożego zamysłu, który polegał na tym, by odkupić ludzkość przez cierpienie i krzyż, przez śmierć i zmartwychwstanie Syna Człowieczego.
      Miłosierny Jezus przeprowadził ich ze stanu zwątpienia na drogę wiary i nieustannie sprawia, że w każdym człowieku dobrej woli objawia się moc słowa Bożego.

      Dziś przed nami jako uczniami Jezusa stoi ważne zadanie: uwierzyć w Niego i czuwać, aby żadne bolesne wydarzenie nie zachwiało naszej wiary. Trzeba - tak jak Abraham - uwierzyć nadziei wbrew nadziei (Rz 4, 18). Dla Boga bowiem wszystko jest możliwe. Gdy człowiek ufnie Mu się powierza, nie przegrywa. Przeciwnie, odnosi pełne zwycięstwo. Jakże radosne jest to, że z Chrystusem nie tylko umieramy, ale i żyć będziemy razem z Nim, i to życiem najpiękniejszym - a jest nim uczestnictwo w życiu Trójcy Przenajświętszej.

  Ks. Tadeusz Chromik SJ