Ogólna na czerwiec
Za nasze społeczeństwo, aby przez gesty chrześcijańskiej miłości służyło pomocą milionom uchodźców, którzy żyją w skrajnej nędzy i w opuszczeniu
Uchodźcy to jeden w wielkich problemów, jakie trapią ludzkość naszych czasów. W ostatnich dekadach XX w. liczba ich sięgnęła 50 milionów. Do ucieczki zmuszają ludzi nie tylko wielkie katastrofy naturalne, ale przede wszystkim ubóstwo, konflikty zbrojne i związane z nimi czystki etniczne, których liczba wzrosła zwłaszcza w latach 90. ubiegłego wieku. Dla nas jest to problem marginalny, o którym słyszymy przy okazji relacji mediów, choćby o grupach ludzi zatrzymanych przez straż graniczną. Jedno jest pewne - nie możemy od niego uciec. Świat jest w niepokoju. Także do nas mogą dotrzeć masy uchodźców. Nie ochronią nas nawet najszczelniej zamknięte granice, zwłaszcza że właśnie nie o to chodzi.
Wcale nie jest oczywistym to, że mamy gdzie mieszkać i że możemy żyć spokojnie; nie tylko dlatego, że w każdej chwili może to ulec zmianie. To jest łaska, która staje się zobowiązaniem i wezwaniem do działania na rzecz ludzi ogołoconych.
Kościół wzywa do modlitwy wstawienniczej za nasze społeczeństwo, bo w większości stanowią je ludzie ochrzczeni. W nich, jak i w nas samych, trzeba najpierw obudzić świadomość, że problem istnieje. Pojawić się powinno współczucie i gotowość niesienia pomocy. Przecież w porównaniu z uchodźcami jesteśmy nieporównanie lepiej sytuowani, mimo zagrożeń i ubóstwa, z jakim się borykamy. Nie można się jednak zadowolić powierzchownym współczuciem czy gestem doraźnej pomocy. Ludzie, zmuszeni do porzucenia własnego środowiska rodzinnego potrzebują o wiele więcej, by wydobyć się ze skrajnej nędzy, aby odbudować z czasem normalne życie i odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Mamy nieść im pomoc jako wyznawcy Chrystusa. Pismo Święte nawołuje do okazywania gościnności ludziom pozbawionym ojczyzny: Jeśli w waszym kraju osiedli się przybysz, nie będziecie go uciskać. Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Ja jestem Pan, Bóg wasz! (Kpł 19,33-34). Bóg miłuje cudzoziemca, udzielając mu chleba i odzienia. Wy także miłujcie cudzoziemca, boście sami byli cudzoziemcami w ziemi egipskiej (Pwt 10,18-19). Jezus doświadczył losu uchodźcy, a podczas apostolskiego działania zdany był na gościnność ludzką. Nowy Testament przekazuje nam zdanie: Niech trwa braterska miłość, nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę (Hbr 13,1-2).
Potrzebujemy wsparcia łaski, bo niesienie pomocy uchodźcom przez braterską miłość wymaga zmagania się z trapiącą nas duchową ciasnotą, która udaremnia otwarcie się na ból i potrzeby innych. Ma ona wiele imion i przejawów, ale jeden skutek: zamknięcie się na przykazanie miłowania bliźniego jak siebie oraz na cnoty miłosierdzia i gościnności, które są właściwe Bogu.
Misyjna na czerwiec
Aby sakrament Eucharystii był coraz powszechniej postrzegany jako żywe serce Kościoła
Starsi z nas pamiętają pełne szacunku reakcje ludzi na Pana Jezusa niesionego przez kapłana do chorego czy umierającego człowieka. Była to forma publicznego wyznania wiary. Tak przeżywano bliskość Boga-Człowieka, który podawany był potrzebującym jako "wiatyk" - wzmocnienie na ostatnią drogę. Dziś tego rodzaju sceny są coraz rzadziej spotykane poza murami świątyń. Wyjątek stanowią tłumy wierzących na procesji w uroczystość Bożego Ciała. Coraz bardziej oczywistym się staje, że momentem decydującym w religijnej postawie jest nadanie sensu zewnętrznym przejawom pobożności i kultu, w pierwszej kolejności przez pogłębienie osobistej więzi ze Zmartwychwstałym Panem. Cześć oddawana Jezusowi obecnemu pod postaciami chleba i wina powinna wynikać z potrzeby serca człowieka, który powierza się z miłością i wdzięcznością Stwórcy i Zbawicielowi. Człowiek staje się naprawdę wielki dopiero wtedy, gdy adoruje Boga. Zmartwychwstały Jezus, obecny pod eucharystycznymi postaciami w kościołach i kaplicach, jest dowodem na to, że ludzie - mimo ich zagubienia w doczesności - ukryci są w Sercu Boga.
Intencja modlitwy misyjnej zawiera aspekt przez nas wciąż za mało doceniany: Eucharystię trzeba postrzegać jako żywe serce Kościoła, czyli całej wspólnoty wierzących. Jest ona naszym najwyższym dobrem, bo zawiera samego Chrystusa, Paschę i Chleb Żywy, który przez swoje Ciało daje życie nie tylko temu, kto Go adoruje, ale także przez niego chce dawać życie światu. Jak serce zapewnia żywotność ludzkiego organizmu, tak Eucharystia - począwszy od ołtarza, gdzie dokonuje się przeistoczenie chleba w rzeczywistą Obecność Zmartwychwstałego i przez przyjęcie Komunii świętej - przekazuje życie nadprzyrodzone Kościołowi, by oddziaływać zbawczo na całą społeczność ludzką. Czynić to chce przez postawę wierzących, którzy przedłużają działanie Zbawiciela w świecie. Z tego powodu Eucharystia powinna być umieszczona w samym centrum duszpasterskiej misji Kościoła, by mogła przenikać mocą Boga wszelkiego rodzaju działania ewangelizacyjne, katechetyczne i charytatywne. To jest punkt wyjścia i oparcia dla zaangażowania się wyznawców Chrystusa w odnowę społeczeństw, w sprawiedliwość dostępną wszystkim, poczynając od szacunku dla życia i praw ludzkiej osoby, przez wspieranie rodziny i wszystkich szczebli wychowania, aż do uporządkowania życia politycznego i wspierania moralności publicznej i prywatnej. Wydobycie całej skuteczności, jaką skrywa w sobie Eucharystia, wymaga od nas, byśmy we własnym życiu duchowym i w działaniach wspólnych przyznali szczególne miejsce niedzielnej Mszy świętej oraz samej niedzieli, rozumianej jako cotygodniowy "dzień Pana" Zmartwychwstałego i dar Ducha Świętego, a także osobistej i wspólnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Tak się powinna kształtować zażyłość ze Zmartwychwstałym Panem, bo królestwo Boże jest pośród was (Łk 17,21).
|