strona główna Intencje AM na 2005
  WYJAŚNIENIE
PAPIESKICH INTENCJI AM

NA STYCZEŃ 2005

Ogólna na styczeń
Za wszystkich, którzy działają na Bliskim Wschodzie, aby z zaangażowaniem dążyli do osiągnięcia pokoj

      W lutym 2004 r. modliliśmy się o pojednanie dwóch narodów żyjących w Palestynie. Intencję pokojowego współżycia między chrześcijanami i muzułmanami w Ziemi Świętej Jan Paweł II umieścił wtedy, nie w części misyjnej, ale w ogólnej. Skoro pokój w Ziemi Świętej ma znaczenie ogólnoświatowe, to tym bardziej rozwój wydarzeń na całym Bliskim Wschodzie. Do problemów, jakie wynikają z braku rozwiązań w konflikcie izraelsko-palestyńskim doszły inne, spowodowane podjęciem przez USA działań zbrojnych w Iraku. Interwencja, przepro-wadzona mimo sprzeciwu społeczności międzynarodowej wobec "wojny prewencyjnej", nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Wręcz przeciwnie. Konflikt trwa, ale już według reguł narzuconych przez terrorystów.
      W Orędziu na Światowy Dzień Pokoju 1 I 2004 r. Ojciec święty napisał: Prawdziwy problem polega na tym, że walki z terroryzmem nie można ograniczyć do represji... Potrzeba użycia siły wobec terrorystów nie może usprawiedliwiać rezygnacji ze stosowania praw, do jakich zobowiązane jest państwo prawa. W przemówieniu do Korpusu Dyplomatycznego z 12 I 2004 r. Papież dopowiedział: Nie przestanę powtarzać, że donikąd prowadzi chwytanie za broń, odwoływanie się z jednej strony do aktów terroru, a z drugiej do represji, upokarzania przeciwnika i pobudzanie do nienawiści. Rozwiązanie zostanie przybliżone tylko przez szacunek okazany uzasadnionym aspiracjom jednej i drugiej strony, powrót do negocjacji oraz konkretne zaangażowanie społeczności międzynarodowej. Działania odwetowe nigdy nie przyniosą pokoju, nawet jeśli zostaną ubrane w szatę słusznego gniewu i przekonywających uzasadnień. Przemoc będzie rodzić przemoc. Terroryzmu nie da się wykorzenić siłą. Główną rolę w przywracaniu pokoju musi odzyskać prawo oraz szacunek dla godności i wolności człowieka. Terrorystów trzeba oczywiście ścigać z całą surowością, ale obrońcy czy "misjonarze" cywilizacji zachodniej muszą najpierw zrobić rachunek sumienia z własnego egoizmu, megalomanii, rasizmu i zamknięcia się na "innych". Muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy aby sami nie przyczyniają się do wzrostu niesprawiedliwości, rozpaczy i nienawiści, którymi się karmi terroryzm. Jak terroryzmu nie można przezwyciężyć użyciem broni, tak demokracji - i w ogóle wartości cywilizacyjnych zachodniego świata - nie da się wprowadzić na siłę.
      Na Bliskim Wschodzie, a więc zarówno w Palestynie, jak i w Iraku, trzeba Organizacji Narodów Zjednoczonych przywrócić rolę, do jakiej jest powołana i dopuścić do głosu dyplomację. Wymaga to czasu i nie zadowoli wszystkich. Pokój ma swoją cenę: wymaga nawrócenia. Dlatego też potrzebna jest nasza modlitwa. Błagajmy Pana o zmianę sposobu myślenia: Żydów, bo czczą Wszechmocnego jako opiekuna życia. Ludzi wywodzących się z chrześcijaństwa, bo wiedzą, że miłość jest głównym motywem działania Boga i odpowiedzią, jakiej On oczekuje od ludzi. Wyznawców Islamu, bo wierzą w Allacha, który jest dobry i obdarza ludzi łaskami.

Misyjna na styczeń


Za kraje misyjne, aby wydały świętych apostołów, gotowych głosić wszystkim Ewangelię Chrystusa

      Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, polecił Zmartwychwstały Jezus uczniom. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię Moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych kłaść będą ręce i ci odzyskają zdrowie (Mk 16,15). W misyjnej intencji modlitwy chodzi o świętość głosicieli Dobrej Nowiny. Nie chodzi o tytuł nadany nielicznym, którzy są czczeni oficjalnie przez Kościół, ale o jakość życia tych, którzy z prostotą i w codzienności dali świadectwo Chrystusowi. Apostołowie byli świętymi w obu znaczeniach. Okazali się wierni Panu w spełnianiu powierzonej im misji, oddali za nią życie i zostali "wyniesieni na ołtarze", by służyć nadal za wzorce i wypraszać u Pana żniwa wsparcie dla następnych głosicieli.
      Od tamtej pory dzieje świata kierowane są logiką Ewangelii. Najpierw musi być głoszona przez misjonarzy, następnie powoduje przemianę i nawrócenie serca u przyjmującego słowo Boga, w końcu wydaje owoc świętości, pobudzając niektórych do podjęcia dzieła głoszenia. W ciągu 2000 lat dziejów chrześcijańskiej wiary na naszym kontynencie nieprzeliczona liczba kobiet i mężczyzn bez rozgłosu osiągnęła prawdziwą świętość. Zaczęło się to od dzieła misjonarzy przybyłych z obszarów, których mieszkańcy wcześniej przyjęli chrześcijaństwo. To dzięki ofierze ich życia trwa łańcuch Ewangelizacji. Nawiązana więź miłości z Jezusem Chrystusem okazała swe błogosławione skutki w podejmowanych obowiązkach rodzinnych, zawodowych i społecznych, w dziełach miłosierdzia wobec chorych i nieszczęśliwych, w szkolnictwie i nauce. Ci wszyscy ludzie stali się "żywymi kamieniami" i wspólnie z "kamieniem węgielnym", jakim jest Chrystus, budowali nie tylko Kościół, ale kładli fundament pod wartości duchowe, moralne, nawet materialne, zwane cywilizacją zachodnią. Z perspektywy minionych wieków można powiedzieć, że istotnie spełniła się obietnica Pana. Wyrzucali złe duchy, mówili nowymi językami, brali węże do rąk i pili bez szkody zatrute napoje, kładli na chorych ręce, by odzyskali zdrowie. Tak można po skutkach działania określić przygodę życia misjonarzy ewangelizujących pogański kontynent, zwany "starym". Europejczycy ponieśli Ewangelię w inne części świata, gdzie stopniowo ukształtowały się struktury Kościoła. Nadszedł czas, aby kraje misyjne wydały świętych i wielkodusznych apostołów, gotowych głosić Ewangelię Chrystusa. Bez pokoleniowego procesu przekazywania misji Apostołów w ręce ludzi, którzy pochodzą z terenów ewangelizowanych zaledwie od kilku pokoleń, nie będzie Nowej Ewangelizacji. Wyzwania, przed jakimi stoi ludzkość, a więc i głosiciele Dobrej Nowiny, mogą się wydawać zbyt duże. Ale Pan obiecał: Kto we Mnie wierzy, będzie dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od nich uczyni, bo Ja idę do Ojca (J 14,12).

  ks. Ryszard Machnik SJ