| strona główna | AM w czynie |
| Nocna modlitwa mojej mamy | |
|
Mieszkaliśmy na wsi na wschodnich kresach Polski. Mama umierając osierociła nas jedenaścioro dzieci. Ja, jako najmłodszy, prawie nie pamiętam Mamy - w chwili jej śmierci miałem niespełna trzy lata. Być może, że leczenie metodami współczesnej medycyny przedłużyłoby Mamie życie, ale wtedy (1933 r.) nie było o tym mowy.
W nawiązaniu bliższej więzi z Mamą pomogła mi najstarsza siostra, która (będąc już zakonnicą) pielęgnowała Mamę. Dzięki jej opowiadaniu zarysowywała się przed moimi oczyma postać wiejskiej kobiety zatroskanej o gromadę dzieci i krzątającej się koło gospodarstwa. Całe życie Mamy wypełniała troska o wychowanie nas, licznej gromadki - dziesięcioro dzieci. Ale Mama troszczyła się nie tylko o to, by nas nakarmić i zadbać o zaspokojenie naszych potrzeb materialnych. Leżała jej na sercu przede wszystkim troska o nasz duchowy rozwój. Była przykładem matki, która swym świadectwem życia przekazuje wiarę. Świadczy o tym fakt, że mimo wielu codziennych prac, znajdowała jeszcze czas na modlitwę. Można powiedzieć, że miała przedziwną zdolność - wprost charyzmat - trwania na modlitwie. Zapewne w tych godzinach nocnej modlitwy otrzymywała światło, że dobre wychowanie dzieci musi łączyć się z troską o rozwój ich wiary. Godzina nocnej modlitwy mojej Mamy do dziś mnie szokuje! Wydaje się czymś wręcz nieprawdopodobnym! Przecież nie była ona siostrą zakonną, która poświęca swój czas na nocne czuwania. Była prostą kobietą i matką ośmiu synów i trzech córek A jednak w liście mojej siostry - pisanym niedługo po śmierci mamy - czytam: "Mamusia była zapisana do Straży Honorowej i miała godzinę czuwania od dwunastej do pierwszej. W tym czasie wstawała i przez modlitwę adorowała Pana". Oczywiście nie w kościele, nie w Najświętszym Sakramencie. Adorowała Go w domu, w swym sercu. Pytam: Kto tej matce ukazał ogromną wartość modlitwy? Kto ją nauczył przez godzinę - po dniu pełnym umęczenia - trwać na spotkaniu z Panem? Skąd czerpała chęć i siły do tych nocnych czuwań? Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Mogę się tylko domyślać, że Mama otrzymała od Boga zrozumienie, iż modlitwa stanowi szczególną wartość. Wielkie musiało być jej przekonanie o wartości modlitwy, jeżeli była ona dla niej ważniejsza niż sen. Proszę Mamę, by mnie, kapłanowi, wypraszała podobne zrozumienie roli modlitwy w życiu duchowym. Sięgam myślą wstecz. Zatrzymuję się na pierwszej wojnie światowej, w czasie której miała się odrodzić niepodległa Polska. Ojciec był na froncie i dostał się do niewoli. Uważam, że trud Mamy i jej ofiara, jakiej wymagała troska o dzieci, nie były mniejsze niż żołnierskie trudy ojca. Oboje, choć w odmienny sposób, walczyli o lepsze jutro dla swych dzieci; oboje dokładali swoje cegiełki w zmartwychwstanie wolnej Ojczyzny. Skończyła się wojna. Ojciec ocalał. Wrócił do rodziny. Mama odetchnęła. Odpowiedzialność za rodzinę, za dzieci ciążyła już nie tylko na niej. Jednak nadal świadomie trwała na swych nocnych czuwaniach modlitewnych. Zapewne zmieniły się intencje modlitwy mojej kochanej Mamusi. Już nie błagała o ocalenie oraz powrót do domu męża i ojca. Swe błagania zamieniała na dziękczynienie i adorację. Wielbiła Boga za dobroć i miłość; za niezawodną Opatrzność, jakiej doświadczała zarówno sama, jak i jej rodzina. Domyślam się, że swoje dziękczynienie łączyła z ofiarą. Była to ofiara serca matki, które marzyło o tym, by Bóg powołał do swojej służby jej dzieci. I oto stało się. Jeszcze za jej życia trójka najstarszych - syn Franciszek i dwie córki: Karolina i Kazimiera - poświęcili się Bogu. Brat w Zakonie Jezuitów, a siostry w Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek Starowiejskich. Niepojęte są drogi Boga - źródła życia! Po powrocie taty z wojny obdarował On moich rodziców jeszcze czwórką dzieci. Najmłodszą latoroślą jestem ja. I tu znowu zderzam się z tajemnicą wybrania i bezgranicznej miłości Stwórcy. Bo oto te najmłodsze dzieci, osiągnąwszy pełnoletność, także poświęciły się Bogu. Tego jednak Mama już nie doczekała. Wyczerpana trudnymi warunkami życia, z jakimi zmagała się w czasie wojny, wielokrotnym macierzyństwem i nocnymi czuwaniami, odeszła do Pana. Trudno przeniknąć serce i wiarę matki, która przerywa swój nocny sen, by przez godzinę trwać przed Panem. Ten fakt pozostaje dla mnie owiany tajemnicą i nie chcę jej odsłaniać domysłami. Chcę uszanować tę głęboką relację między Bogiem a modlącą się Mamą. Ufam, że przyjdzie czas (dzień ostatecznego przyjścia Pana), kiedy spotkam się z Mamą w niebiańskiej Ojczyźnie. A wtedy oboje - zanurzeni w miłości Boga - poznamy Jego tajemnicze drogi i razem z Mamą będę Mu dziękował i przez całą wieczność Go uwielbiał za wielkie rzeczy, jakie nam uczynił. Zastanawiając się dziś - po upływie tylu lat od odejścia Mamy do domu Ojca - nad jej życiem duchowym, z jednej strony dostrzegam jej heroiczny wprost wysiłek, by nie dać spętać swego serca i życia sprawami, które przemijają, a drugiej strony wyczuwam bardzo wyraźne działanie łaski Pana, z którą Mama tak wiernie współpracowała. I pomyśleć, że tak dobrej Mamy nie znałem! Zachowuję jednak w sercu, w myślach jej duchowy portret, jaki »wymalowała« swymi wspomnieniami moja siostra Kazimiera, która towarzyszyła Mamie w chwili jej odejścia do domu Ojca. Niech będzie mi wolno powiedzieć: "Bądź błogosławiony, Boże, za tak wspaniałą Mamę! Spraw, by jej heroiczne świadectwo modlitwy przynaglało mnie do codziennej wierności modlitwie. Udziel, Panie, łaski modlitwy tym, którzy nie doceniają wartości modlitwy i nie znajdują czasu, by się modlić. Niech odkryją wartość modlitwy i pozostaną jej wierni. Syn List do Mamy Kochana Mamo, za Twego życia na ziemi nie miałem okazji, by napisać do Ciebie list. Pozwól, że uczynię to teraz. Najpierw chcę Bogu podziękować za wszystkie łaski, jakich udzielił Tobie w całym Twoim życiu. Następnie dziękuję za te łaski, które spłynęły na mnie dzięki Twojemu pełnemu cierpienia życiu, a szczególnie dzięki Twojej nocnej modlitwie. Dziękuję Ci za trud, jaki podejmowałaś, aby nas wychować, i za świadectwo Twego życia, którym utwierdzałaś nas w wierze i miłości do Boga. Tak bardzo pragnęłaś, aby Twe najmłodsze pociechy stały się szczególną własnością Jezusa przez życie w zakonie. Bóg wysłuchał Twych modlitw i spełnił to Twoje gorące pragnienie. Wierzę, że to Ty wyprosiłaś łaskę powołania zakonnego zarówno mnie, jak dla moich braci i sióstr. Wierząc w świętych obcowanie, ufam, że - zanurzona w Bogu - wiesz, iż po Twojej śmierci czwórka Twych najmłodszych dzieci poświęciła się Bogu. Proszę Cię, Mamo, dziękuj Dawcy wszelkich dóbr za tę wielką łaskę! Uwielbiaj Go także w imieniu nas, jeszcze pielgrzymujących do niebieskiej Ojczyzny. Bo ufam, że cieszysz się życiem w bliskości Boga i że On Cię już przyjął do swych przybytków. Oręduj za mną u Serca Jezusa, którego tak bardzo umiłowałaś. Niech Ten, dla którego wstawałaś o północy, by Go adorować, będzie Twoją nagrodą i pełnią. Przecież już nic nie stoi na przeszkodzie, abyś myślą i sercem mogła przebywać z Tym, który jest Bogiem-Miłością. Mamo, jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję za wszelkie dobro, jakim Bóg mnie obdarzył dzięki Twemu matczynemu wstawiennictwu. Żegnam Cię, kochana Mamo... i do zobaczenia w Domu Boga Ojca. Kochający Cię syn | |